wtorek, 26 lipca 2011

A więc jestem...

Ja, lat 24, pracujący, niepalący, niepijący, zakochany. Gdzieś tam kołacze się w głowie myśl - już niedługo trzeba pomyśleć o założeniu rodziny... Tak się już powoli dzieje w moim roczniku, a nawet w tych młodszych pokoleniach. Z drugiej strony, widzę jak szczęśliwie żenią się trzydziestolatkowie, czy też za mąż wychodzą trzydziestolatki. Gdybym faktycznie patrzył na statystyki to tak by było, za parę lat ożeniłbym się itd.. Ale statystyki to tylko średnia, średnia odchyleń.

Na teraz mogę powiedzieć jedynie, że mam kogoś dzięki komu moje życie nabrało nowych sensów, nowych wyzwań. Grafik dnia z przyjemnością zmienił się dla tej osoby. I dobrze, bo jest tego warta, jest warta każdej sekundy jaką dla siebie poświęcamy. Nie wiem czy tak zaczyna się tworzenie rodziny, ale pożyjemy zobaczymy, ja pozostaję optymistą cokolwiek by się nie stało.

Życie to praca, miłość, przyjaźń, obowiązki, rozrywka i zupełny brak czasu na cokolwiek innego... Zupełnie nie mam pojęcia jak wykorzystać zbliżający się długi urlop, będę miał masę czasu na wszystko, a pewnie i tak większość poświęcimy na słodkie lenistwo ;)

wtorek, 5 lipca 2011

ekhm...

Dawno mnie tutaj nie było, ale jeśli ktokolwiek się martwił to niepotrzebnie bo mam się zupełnie dobrze. Może nawet lepiej niż dobrze. Praca mnie co prawda fizycznie dobija, ale jakoś daję radę, zwłaszcza, że mam wsparcie, mam motywację.
Miałem też przeprowadzkę na karku, niby nic wielkiego ale wymęczyła nas wszystkich mocno. Będę tęsknił za PeSTką (PST - poznański szybki tramwaj), jeździłem jej trasą niemal codziennie przez ostatnie kilka lat, napisy na murze wiaduktu pomiędzy słowiańską a teatralką mocno wryły mi się w pamięć. Smutno opuszczać te rejony, ale po pierwsze - nikt nie mówi że to na zawsze, a po drugie - we wakacje i tak pestka będzie mocno sparaliżowana, więc to nie najgorsze wyjście ostatecznie.

Osobny akapit będzie poświęcony pewnej wyjątkowej osobie. Wiem, że to czytasz, dlatego chciałbym żebyś wiedziała, że przepraszam jeśli czasem palnę coś głupiego, albo nie zapamiętam jakiejś informacji. Zawsze Cię słucham, zawsze tęsknię i kocham, tak jak tylko potrafię.
Miłego dnia D.

wtorek, 31 maja 2011

Na ślepca

przymierzam twoje źrenice

ciasne wąskie dwugroszówki

a jednak zielone zieleńsze

od wielkiego szaszłyka z drzew


patrzę przez nie tracę ostrość

jak nóż który przed laty

stępił się na ręce i zębach

dobrze że przeszłość się wytarła


kochanych kłopotów nigdy za wiele

pstryczków w nos kuksańców

i innych przyjemności na „m”

teraz wiem że patrzeć to za mało

teraz widzę


dla D.

poniedziałek, 23 maja 2011

przed szansą

Do D.
Przy Tobie jestem sobą, nie muszę się zastanawiać nad niczym, po prostu wiem, że jesteś, wiem, że nawet najzwyklejsze czynności (np. leżenie obok siebie przed tv, spacer) smakują inaczej, lepiej, kiedy to Ty jesteś obok. Nie wiem czy potrafię właściwie odpowiedzieć na postawione przez Ciebie pytanie... ale wszystko co mówię, mówię szczerze.

I mogę tylko dodać wiersz Baczyńskiego:

O nieba płynnych pogód,
o ptaki, o natchnienia.
Nie wydeptana ziemia,
nie wyśpiewane Bogu
te drzewa, te kaskady
iskier, ten oddech nieba,
w ramionach jak w kolebach
zamknięty. Jak cokoły
drzewa z szumem na poły;
serca jak dzbany łaski,
takie serca jak gwiazdki,
takie oczu obłoki,
taki lot - za wysoki.
Słońce, słońce w ramionach
czy twego ciała kryształ
pełen owoców białych,
gdzie zdrój zielony tryska,
gdzie oczy miękkie w mroku
tak pół mnie, a pół Bogu.
Twych kroków korowody
w urojonych alejach,
twe odbicia u wody
jak w pragnieniach, w nadziejach.
Twoje usta u źródeł
to syte, to znów głodne,
i twój śmiech, i płakanie
nie odpłynie, zostanie.
Uniosę je, przeniosę
jak ramionami - głosem,
w czas daleki, wysoko,
w obcowanie obłokom.

wtorek, 3 maja 2011

myślenie jest złe...

już się tłumaczę z tytułu, chodzi o nadmierne myślenie, analizowanie najdrobniejszych szczegółów graniczące z obłędem. Do niedawna sam tak robiłem, potrafiłem spędzić całą noc na przypominaniu sobie zachowania, słów itd., które mogły z mojej strony być nieodpowiednie itp.
Nawet nie wyobrażacie sobie jak wielką ulgę czuję teraz kiedy w 95% pozbyłem się tego nawyku. Te 5% musi zostać bo przecież tak całkiem bezrefleksyjnym być też nie można.

Życie zaczyna mi się układać, powtarzam sobie ciągle żebym tylko niczego nie spieprzył, żebym był sobą, żeby to wszystko miało przyszłość, najlepiej bardzo długą przyszłość, jak najdłuższą się da...

na dzisiaj:

piątek, 29 kwietnia 2011

a wtedy przyszedł maj...

Dobrze jest mieć kogoś kto palcem (albo nawet całą otwartą dłonią) wskazuje błędy jakie popełniamy, dobrze mieć kogoś dla kogo warto te błędy i niedociągnięcia poprawiać... Pierwszy raz w życiu mam kogoś takiego, całą resztę, to co było kiedyś, dobrze podsumowuje powyższy kadr z Constantina.
Znacie to uczucie gdy człowiek pewnego ranka budzi się i uświadamia sobie, że ma na karku 30 lat a wciąż niewiele w życiu nie osiągnął? Jeśli znacie to uczucie, to współczuję, ale obawiam się, że za te parę lat (niedługo odliczanie 5... 4... 3... 2... 1...) też stanę się ofiarą takiego przebudzenia. Chociaż nikt nie wie co przyniesie przyszłość.

Chciałem wspomnieć jeszcze słówkiem o kulturze poruszania się komunikacją miejską, to, że ktoś ma 60 i więcej lat nie uprawnia go do pakowania się do tramwaju (alternatywnie - autobusu) zanim wysiądą z niego pasażerowie. Jak Boga nie kocham, jeszcze jedna taka sytuacja (a tylko w tym tygodniu miałem takich kilka) a przestanę być miły i grzeczny, a pakujący swoje 4 litery człek wyleci z powrotem na przystanek z kopniakiem w tyłku...

Ale tak ogólnie to wszystko dobrze i jestem spokojny, w dowód tego:
Turnau, Sojka, Jopek - Anna Maria

niedziela, 24 kwietnia 2011

Pozbywanie się...



Zabawne jak życie potrafi zmieniać się z dnia na dzień, jak szybko notki na blogu się deaktualizują i jak często "nie wiem czego chcę" zamienia się w "chcę tego najbardziej na świecie". Czasami sami sobie tego kopa zmiany (wrażliwych przepraszam za tę metaforę dopełniaczową) fundujemy, wystarczy jedno złe/dobre słowo i odważenie się na tak zwany "pierwszy krok".

Po raz pierwszy w życiu nie zabrakło mi odwagii.

I co?

I jestem szczęśliwy, pierwszy raz od bardzo dawna moje życie nabrało sensu, nabrało kolorów i uśmiechów...


Co by tutaj dzisiaj wybrać do posłuchania, myślę, że połączenie Mickiewicza i Grechuty będzie jak najbardziej na miejscu: