poniedziałek, 31 maja 2010

"Marzenia są nie do spełnienia"


Powyżej kadr z filmu "Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street", kadr przedstawiający bardzo ważną scenę, pani Lovett marzy o wspólnych szczęśliwych chwilach spędzanych razem z Toddem. Takie naiwne (biorąc pod uwagę znane jej zamiary tytułowego golibrody) marzenia nie mają prawa się ziścić, co więcej - doprowadzają do tego, że metaforyczna pętla na szyi właścicielki paszteciarni zaciska się coraz mocniej.

Oczywiście nie zawsze marzenia są tak katastrofalne w skutkach, bardzo często tylko dzięki ogromnej chęci ich spełniania udaje się osiągać to co trudne, nieosiągalne, odległe. Z pewnością dużo groźniejszy od - nawet absurdalnych - wizji, jest ich brak. Niby jest to oczywiste, ale czasami - jak choćby do niedawna mi - zdarza się o tym ludziom "zapominać".

Na koniec dwa piękne teksty, piosenki, o marzeniach (może "piękny" średnio pasuje do tego drugiego, tak samo jak "o marzeniach", ale nie bądźmy tacy drobiazgowi)

Chyba już można iść spać

Chyba już można iść spać
Dziś pewnie nic się nie zdarzy
Chyba już można się położyć
Marzeń na jutro trzeba namarzyć

Tamtą kartkę z wczorajszej nocy
Trzeba zmiąć i położyć w koszu
I od nowa na nowej kartce
Pisać nowy, niemiłosny list do losu

Albo donos napisać na życie
Bo należy mu się swoją drogą
I podpisać zgryźliwie "życzliwy"
Tylko gdzie to wysłać, do kogo

Takie łóżko, a taka dobra rzecz
Tobył świetny pomysł z tym łóżkiem
Jak ktoś chce sobie życie poprawić
To wystarczy poprawić poduszkę

Andrzej Poniedzielski

Chyba już można iść spać w wykonaniu Poniedzielskiego i Eli Adamiak


Berżeretka spod Łomży

W sobotę na wiejskiej zabawie
Trwa miłość na dystansach krótkich
Ona ubrana jest prawie
A on jest prawie trzeźwiutki
Spotkali się raczej przypadkiem
On w szatni jej sprzedał kuksańca
I teraz już idą na randkę
Choć znają się od dwóch tańców

Ref. Berżeretka spod Łomży
Berżeretka spod Łomży
Czy przed ciążą nas zdąży ustrzec
Berżereteńka ta

Niezwykle piękna jest ona
Pod Łomżą ma ksywę "szprycha"
Ma włosy tak utlenione
Że może pod wodą oddychać
On siłacz jest w formie czystej
Mięsień o mięsień wręcz strzyka
Karczycho ma tak wyrąbiste
Że trzeba trzech metrów szalika

Ref. Berżeretka spod Łomży...

Libido go męczy, więc idą
I długo nie będą wracać
On nie wie co znaczy libido
Lecz chciałby se trochę pomacać
Marzenia ją trawią, więc idą
I długo nie będą wracać
Marzenia są nie do spełnienia
Więc niech se mnie trochę pomaca

Ref. Berżeretka spod Łomży...

Tu dystans raptownie się skraca
Usilnie grasują hormony
Bo w sumie po co tam wracać
Bielizna zostaje zrzucona

Księżyc dyskretnie się schował
Słowiczych treli nie słychać
To może się wreszcie przedstawmy...
"Ja Marek", "Miło mi, Krycha!"

A później jest huczne wesele
Obrączki oddane wraz z ręką
W południe był ślub w kościele
Załatwiany na prędko
Miłość na dystansach krótkich
To jednak wielka potęga
Godzinę było milutko
A teraz do śmierci mordęga!!!

Ref. Berżeretka spod Łomży
Berżeretka spod Łomży
Już przed ciążą nie zdąży ustrzec
Berżereteńka ta!!!

autor: Tomasz Jachimek

Grupa Inicjatyw Teatralnych - Berżeretka spod Łomży
(mniej więcej od połowy)

"Moja dziewczyna jest prostą wiewiórką"

W poprzednim wpisie pojawił się
Tymon Tymański, człowiek, którego
można opisać setką przymiotników
o nacechowaniu pozytywnym i drugą setką
o wydźwięku negatywnym. Przy tym
wszystkim moim skromnym zdaniem
nie bardzo można powiedzieć o nim
"kontrowersyjny". Inteligentny człowiek
jest "kontrowersyjny"(plus ta setka
negatywnych przymiotników) jedynie
dla tych, których dotyka swoim zdaniem.

Ad rem. Na 2010 rok planowana jest premiera
filmu "Polskie gówno", którego pomysłodawcą
i scenarzystą jest właśnie Tymon. Ci, którzy już w momencie
przeczytania tytułu wzdrygnęli się z odrzuceniem
powinni spokojnie policzyć do dziesięciu. Nie będę się zbytnio
o samej produkcji rozpisywał, wiele informacji jest
w internecie (zaraz podam linki), powiem tylko, że zapowiada
się niezwykle ciekawa karykatura(?),
pastisz (?), a może bolesna prawda(?), dotycząca szeroko pojętej
branży muzycznej i nie tylko.
W musicalu (tak, tak to będzie musical, nie wspominałem?), swojego
głosu (i gabarytu) użyczy m.in. Grzegorz Halama, który nie raz
na kabaretowych scenach udowadniał, że śpiewać potrafi
(oczywiście kiedy ma na to ochotę).

Powiedzieć "trailer" to za dużo, niech będzie więc fragment
z "Polskiego gówna":
http://www.youtube.com/watch?v=pCeUUtwX13U

Tutaj zaś kilka słów od samego Tymona:
http://tymontymanski.bloog.pl/id,3856445,title,POLSKIE-GOWNO-TO-NIE-RZECZ-O-DODZIE-KOMBII-CZY-FEELU,index.html?ticaid=6a433

Mam tylko nadzieję, że ta produkcja nie podzieli losu
tych wszystkich filmów, które można umieścić pod
wspólnym szyldem: "zabrakło pieniędzy na realizację projektu".

niedziela, 30 maja 2010

Venus in furs



"Wenus w futrze" to, po pierwsze - nowela Leopolda von Sacher-Masocha,
opublikowana w 1870 r., będąca częścią "Dziedzictwa Kaina".
Po drugie - piosenka grupy The Velvet Underground z 1967 r.
Po trzecie - dramat z 1969 r. w reżyserii Massimo Dallamano.
Można by z pewnością dodać jeszcze i po czwarte i po piąte,
ale na moje skromne potrzeby wystarczy tyle.

Słówko o Sacher-Masochu, tak, to nie przypadek, nazwisko
nie kłamie, to dzięki temu panu mówimy dzisiaj "masochizm".
W zasadzie to mogłoby już wystarczyć, bo łatwo po tym
domyślić się jaką tematykę porusza "Wenus w futrze".
Tak, tak - miłość...

Tutaj mogę płynnie przejść do "postu właściwego", to jest -
skupić się na piosence, wpierw tekst:

Venus in furs

Shiny, shiny, shiny boots of leather
whiplash girlchild in the dark
Comes in bells, your servant, don't forsake him
strike, dear mistress, and cure his heart

Downy sins of streetlight fancies
chase the costumes she shall wear
Ermine furs adorn imperious
Severin, Severin awaits you there

I am tired, I am weary
I could sleep for a thousand years
A thousand dreams that would awake me
different colors made of tears

Kiss the boot of shiny, shiny leather
shiny leather in the dark
Tongue of thongs, the belt that does await you
strike, dear mistress, and cure his heart

Severin, Severin, speak so slightly
Severin, down on your bended knee
Taste the whip, in love not given lightly
taste the whip, now plead for me

I am tired, I am weary
I could sleep for a thousand years
A thousand dreams that would awake me
different colors made of tears

Shiny, shiny, shiny boots of leather
whiplash girlchild in the dark
Severin, your servant comes in bells, please don't forsake him
strike, dear mistress, and cure his heart

wykonanie oryginalne:
http://www.youtube.com/watch?v=AwzaifhSw2c

i dwa polskie "smaczki" - Tymon Tymański i jego wersja:
http://www.youtube.com/watch?v=s-3iT3vEXx0

oraz, będąca częścią musicalu "Królowa Nocy", wersja
w wykonaniu Janusza Radka:
http://daro1101.wrzuta.pl/audio/0qdJvdTMGbH/janusz_radek_-_venus_in_furs

Jak słychać, zmieniają się głosy, zmieniają czasy...
tylko słowa ciągle tak samo niestety trafiają.

W poszukiwaniu piękna...


Możecie nie wierzyć, ale powyższy obrazek ilustruje jedno
z najbardziej znanych w matematyce zdań.
Dokładniej - chodzi o końcówkę, Fermat stwierdził, że
(posługując się już współczesną nomenklaturą)
dla n>2 nie istnieją liczby spełniające równanie
x^n+y^n=z^n (wszystko w zbiorze liczb naturalnych).
Oczywiście, matematyka wymaga potwierdzenia, dowodu.
Dowody matematyczne niejednokrotnie mają
po kilkaset stron, czasami jednak - co właśnie określa się mianem
"piękna" w tej dziedzinie - są zwięzłe, przejrzyste, krótkie i genialne.

Co takiego zapisał więc Fermat w swoim egzemplarzu Arithmetici Diofantosa?
Konstruując wyżej wspomniane twierdzenie dodał:
znalazłem zaiste zadziwiający dowód tego twierdzenia.
Niestety, margines jest zbyt mały by go pomieścić.

Zapisek ten datowany na 1637 rok opublikowany został
dopiero w 1670 roku i - co oczywiste - rozpoczął jeden
z najbardziej znanych matematycznych wyścigów,
wyścig po dowód ostatniego twierdzenia Fermata (zwanego również
Wielkim twierdzeniem). Przez ponad 300 lat próbowano podejść
z różnych stron, robiono mniejsze lub większe postępy,
ale nadal - szczyt matematycznej wiecznej sławy,
który czekał na twórcę dowodu - pozostawał nieosiągalny.

Dopiero pod koniec XX wieku Andrew John Wiles podołał zadaniu.
Jednak jego dowód to ponad 200 stron A4, a język topologii i
krzywych eliptycznych w jakim został on przeprowadzony nasuwa pytanie:
czy o to chodziło Fermatowi?
Czy tak miałby wyglądać jego "zadziwiający dowód"?
Oczywiście to tylko pytania retoryczne, doskonale wiemy, że nie.

Wielkie twierdzenie Fermata nadal czeka na swój piękny dowód,
chociaż w matematyce nie ma najmniejszej logicznej
potrzeby dowodzenia czegoś więcej niż raz,
to jednak pewien niedosyt powoduje, że tysiące ludzi
na całym świecie nadal i w dzień i w nocy "walczy z Fermatem".

Niedosyt piękna, potrzeba jego stworzenia, odnalezienia,
jak widać są obecne w każdej dziedzinie,
nawet w z pozoru chłodnej i nudnej matematyce.

Pierwsze śliwki...

Pierwsze śliwki zjedzone i nieważne czy był w nich robak czy nie.
Poszło. Teraz trawienie.
Zawsze uważałem blogi za niebezpieczną nowinkę,
bo chcąc nie chcąc traci się anonimowość, rozbija skorupkę.
I może właśnie nadszedł najwyższy czas żeby tę skorupkę rozbić,
wyjść na "scenę"
(choćby jedyną publicznością były panie sprzątaczki).
Czas na martwienie się "co dalej?",
czy może wyjdzie przypalona jajecznica,
przyjdzie później.

Jeszcze słówko o "pogubionych słowach kluczach", jest to fragmencik
z pewnej piosenki, pozytywnej na szczęście:
http://trzykropka.wrzuta.pl/audio/0KgtA3EqUTk/robert_kasprzycki_-_ja_nie_spie_ja_snie