wtorek, 19 października 2010

Ojciec Chrzestny


Jak łatwo domyślić się z powyższego obrazka nie chodzi o książkę Puzo ani tym bardziej o film Coppoli. Po prostu jakiś czas temu zostałem ojcem chrzestnym. Dziwne to uczucie, z wielu względów nie czułem się na taką odpowiedzialność gotowy, ale w sumie - jak nie teraz to kiedy? Niektórzy z mojego rocznika już jakiś czas temu założyli rodziny, mają własne dzieci, pewnie i na mnie kiedyś przyjdzie pora, ale jedno wiem na pewno - bez pośpiechu. Bycie ojcem chrzestnym ma tę zaletę, że chociaż w jakimś - wiadomo, że niewielkim - stopniu, do roli tatuśka można się przygotować, choćby przez sam fakt obcowania z dzieckiem.
Z innej beczki - choć na temat - dla tych którzy są na bieżąco w Housie, zdecydowanie bliżej mi do Wilsona pod względem "rodzicielskiej" troski.
Pora spać, bo znów o 3:50 trzeba wstać, ech... a jak usłyszę w mp3 sdm i blues o 4 nad ranem to się chyba uśmieję...
acha, jeszcze zdjęcie głównego bohatera - Wojtusia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz