I tak N. będzie zawsze kryła się w nutach SDMu, "Nie brookliński most" czy "Czarny blues o czwartej nad ranem" już zawsze będzie sprawiał, że myślami, gdzieś na ułamek sekundy wrócę do wspomnień, o koncercie i wszystkim. A co mi tam, chyba nie zaszkodzi.
A ona cicha i z mieszkaniem... ;)
Teraz D., D. to o wiele bogatsza muzycznie nić połączeń, będzie na niej i "The Script" i Lykke Li i "Snow Patrol" (i - przyznam to teraz przed nikim - "Chirurdzy" to nie był/jest taki zły serial, głównie dzięki muzyce), a przede wszystkim D. wprowadziła mi Florence Welch prosto w uszy. To głupie ale chyba właśnie za to jestem jej najbardziej wdzięczny.
Dalej... już tak nieformalnie (jak to dziwnie brzmi) jest B., B. będzie mi się kojarzyła z Happysad, bo tak i bez zbędnych dopowiedzeń.
O najnowszych osoboskojarzeniach pisał nie będę, bo one ciągle się kształtują, zmieniają, dosłuchują, docierają słuchawki do centrum akceptacji dźwięku ;)


aż się nawspominałam, szczególnie przez twoją N. bo taką N., z którą się słucha Myszkowskiego spod wojskowej płachty na mokrej trawie w Cisnej, sama kiedyś byłam.
OdpowiedzUsuńno i kurde też tak śpiewaliśmy tę piosenkę!
Myszkowski podczas koncertów często używa wersji "a ona cicha i z mieszkaniem" jako anegdoty :)
Usuńtaaaak to były przyjemne czasy... do czasu oczywiście gdy okazało się, że do Zagubinowa jest dalej niż się wydawało...
muzyka kojarzy. nie tylko sprzyja.
OdpowiedzUsuń;)