czwartek, 18 listopada 2010

Do przerwy 1:1


Tak, byłem wczoraj na meczu, tak ledwo dzisiaj mówię, pomimo, że zupełnie tego nie planowałem. Ponad 40 tys. ludzi, "wuchta wiary" jak mawia znajoma rodowita Poznanianka, a jednak nie było żadnych problemów z wejściem i wyjściem ze stadionu - brawa dla architektów (inną sprawą jest dostanie się na stadion i powrót z niego do domu, tutaj pała dla MPK). Doping? Powiem tak - krzesełka na stadionie zamontowano tylko po to żeby usiąść w trakcie przerwy oraz w trakcie meksykańskiej fali, poza tymi momentami nie ma siedzenia na 4 literach, cały stadion stoi (co było sporym zaskoczeniem dla pewnej babki siedzącej obok mnie: "kiedy w końcu wszyscy usiądą żeby obejrzeć mecz?").
Kto nie był niech żałuje, dla takich chwil warto żyć, nie myślałem o tym wcześniej, ale trzeba będzie koniecznie zdobyć bilety na spotkania rozgrywane w Poznaniu podczas Euro 2012 :)

Z innych spraw, wczoraj miała miejsce premiera książki Wojciecha Manna "RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą", dzisiaj jadę na polowanie po ów "zwierza". Zapowiada się naprawdę dobra rzecz (dla fanów Carpentera - "Rzecz") ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz