wtorek, 12 listopada 2013

od załamania do...


Druga w nocy, poddaję się, nie ma sensu udawać, że zasnę. O czwartej i tak zadzwoniłby budzik. Przez te kilka godzin w trakcie których próbowałem zasnąć, coś pękło. Chyba w końcu załapałem - krzywdzę ludzi. W szczególności tych dla mnie ważnych. Dlaczego? Bo jestem uparty, ślepy i zwyczajnie w świecie samotny. Nachalny też. Nie ma sensu takiej postawy ciągnąć. Być może to ostatni moment żeby skupić się na sobie, słodka odrobina egoizmu. Dlaczego nie?

Kawa nie ma smaku. Chyba, że brudny kubek ma jakiś smak. W sumie u niej piłem herbatę z brudnego kubka, nic strasznego, smakowała podobnie. 

Najgorsze w obsesji jest myślenie "co będzie dalej?" - miliony odpowiedzi, kombinacji, rozwiązań szczęśliwych i beznadziejnych. Długo zaśmiecałem sobie tymi gdybaniami życie, za długo. Wystarczy. 
Jak zacznę zmiany? Od drobiazgów, no, może nie tak dosłownie, ale z pewnością pora na jakieś nowe hobby, coś co zajmie głowę i ciało. Kilka spraw technicznych też trzeba rozwiązać. Niektórzy znają to uczucie kiedy co minute wydaje się nam, że komórka krzyczy "napisała! napisała!", najgorszy wariant? Kiedy faktycznie napisała. 

Wczoraj banda debili spaliła tęczę, ja postąpię odwrotnie, spalę szarość. Czas kupić farby.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz