wtorek, 29 czerwca 2010

tytuł postu był nad dachem

Praca do późnego wieczoru ma swoje oczywiste wady, ale - co znacznie ważniejsze - ma swoje nieoczywiste zalety. Przykład pierwszy z brzegu, jeszcze świeży bo zauważony dzisiaj - możliwość obserwowania pory "przejściowej". Dokładniej chodzi o to co widać po lewej a co po prawej stronie okien autokaru. Po lewej - na jasnym jeszcze tle (w tej roli oczywiście niebo) widać przesuwające się czarne kontury budynków, drzew, słupów, wszystkiego, wszystkiego co jest ciemniejsze od tła. Po prawej zaś, te same elementy krajobrazu są już jasne na nocnym tle, a gdzieniegdzie widać już gwiazdy - te najsilniejsze wychodzą jako pierwsze.
Ta cząstka mnie, która kiedyś pisała wiersze i utwory wierszopodobne czuje, że można by ten cały motyw, tę całą historię przedstawić bardziej poetycko, bardziej obrazowo i oryginalniej... ale prawdę mówiąc, nie mam na to siły.
Wracając do podróży przez porę "przejściową" dnia i nocy, muszę dodać do tego coś co sprawiło, że w ogóle zechciałem o tym napisać, to jest - Niebo do wynajęcia lecące w słuchawkach. I - po raz kolejny - dla takich chwil warto żyć.

Mógłbym jeszcze napisać o smutnym i dziwnym rozstaniu, które w zasadzie jest już faktem, ale pociesza mnie to, że nie jest to rozstanie długie i że istnieje spore prawdopodobieństwo ponownego (ponownych?) spotkania i dłuuugiej rozmowy ;)
Jako, że ostatnie zdanie zupełnie się nie "zazębia" to znaczy, że pora spać, pożegnam się więc "ulubionym" dowcipem osób zostających na nockach - dobranoc :)

niedziela, 27 czerwca 2010

lato, bony, rękawiczki

Od paru dni oficjalnie mamy lato, widać to doskonale na ulicach - setki kobiet zdecydowało się zasłonić 2/5 twarzy okularami typu "mucha". Naprawdę nie mam nic przeciwko tej modzie, może poza tym, że kobieta-mucha traci u mnie już na samym starcie jakieś 2/5 zainteresowania. Oczywiście to nie jest jej problem, mój w zasadzie też nie, bo wciąż pozostaje jakieś 90% kobiet, które mają oczy i nie boją się ich pokazać. Odchodząc na sekundę od tych paskudnych "muchokularów" - jak to jest możliwe, że kobieta w okularach (zwykłych, korekcyjnych) jest piękniejsza niż bez nich, a z drugiej strony - w momencie kiedy je zdejmuje znów jest piękniejsza niż z nimi? Zapachniało troszkę paradoksem Russella, znak to, że pora przejść do innego tematu...

Wczoraj wydałem pierwsze w moim krótkim życiu bony, dodam - bony własnoręcznie i własnonożnie zarobione. Przyjemne uczucie, pachnie zupełną niezależnością, smakuje dorosłością, może jedynie głupio wygląda, bo przy kasie trwało to "odrobinkę" dłużej niż normalnie, ale - znów - to nie mój problem, co najwyżej ludzi stojących w kolejce :P

Rękawiczki, bo w tym tygodniu (dokładnie w 5 dni) zniszczyłem ich 3 (słownie: trzy) pary. Nie narzekam. Jedynie stwierdzam fakt. Staram się przy tym zachowywać dłonie w stanie użyteczności publicznej, co z jednej strony nie jest łatwe, z drugiej - jest niezbędne, bo to dłonie właśnie są jednym z trzech najważniejszych "organów" człowieka, przede wszystkim są nieodzowne w kontakcie z inną rasą... płcią :P

Na koniec mógłbym jeszcze wytłumaczyć się z kadru z Monty Pythona, to proste - kiedy cały czas jesteś ignorowany musisz zrobić coś żeby tę "ignorancję" zabić i wziąć sprawy w swoje ręce (ewentualnie nogi). Tylko wtedy coś osiągniesz.

To może na dzisiaj Jołoczki, Sosionoczki, w dwóch wykonaniach, oryginalne Niemena, oraz "oryginalne" Janusza Radka :)

środa, 23 czerwca 2010

Metamorfozy


Spokojnie, rzecz nie będzie o Owidiuszu (chociaż na upartego wszystko można by do niego odnieść), raczej o czymś bardziej ludzkim - o zmianach, o zmieniających się ludziach. Nie każdy się zmienia, czasami zmiany wymagają ogromnego wysiłku, a czasami przychodzą same. Siebie umieściłbym gdzieś pomiędzy ostatnią o przedostatnią kategorią.
Przede wszystkim trudne jest pociągnięcie jednej, grubej i solidnej kreski pomiędzy tym co było, a tym co ma być - docelowo - już jest. Wspomnienia zostają na zawsze i nie ma sensu z nimi walczyć, jak śpiewa Turnau:

Ja nie chcę wcale walczyć z czasem, wspomnieniami,
bo w przemijaniu drzemie cały życia smak.
Spojrzę raz tylko i uśmiechnę się - ot tak -
do paru chwil co były kiedyś między nami.
Tyle było wojen, zwycięstw
telefony i piwnice.
Wiele ławek, wiele ulic wieczorami.
I pomyśleć, że nam wtedy
wystarczyło całkiem tak po prostu - być!

Więc wszystko można odesłać w zapomnienie, w przegródkę "wspomnienia", która gdzieś tam sobie jest, ale nie atakuje co chwilę, nie dręczy i nie płacze za powrotem. Można tam wrzucić złe decyzje, niewłaściwą kobietę, własne nieodpowiednie zachowania, złość na siebie, słowem - wszystko, co tylko można jeszcze naprawić.
Ci, którzy rozpoznali skąd pochodzi umieszczony u góry postu kadr, wiedzą jak bardzo zmiany, zwłaszcza te wymuszone, niezależne od nas, potrafią zmienić życie. Dla tych, którzy nie wiedzą, kadr pochodzi z filmu braci Coen "A Serious man", któremu to wyrządzono w Polsce sporą krzywdę przypinając mu łatkę "kolejnej świetnej komedii braci Coen!".

A na dobranoc:

Jefferson Airplane - Somebody to love


When the truth is found to be lies,
You know the joy within you dies.

Don't you want somebody to love,
Don't you need somebody to love,
Wouldn't you love somebody to love,
You'd better find somebody to love.

When the dawn is rose they are dead,
Yes, and you're mine, you're mine,is so full of red.

Don't you want somebody to love,
Don't you need somebody to love,
Wouldn't you love somebody to love,
You'd better find somebody to love.

Your eyes, I say your eyes may look like his,
Yeah, but in your head, baby,
I'm afraid you don't know
Where it is.

Don't you want somebody to love,
Don't you need somebody to love,
Wouldn't you love somebody to love,
You'd better find somebody to love.

Tears are running,
Running along down your breast,
And your friends, baby,
They treat you like a guest.

Don't you want somebody to love,
Don't you need somebody to love,
Wouldn't you love somebody to love,
You'd better find somebody to love.

A dzisiaj dobry (już) jest dzień

Bo wyszło słońce, bo mi się chce, bo obiadek był dobry, bo wczorajszy wieczór był milszy niż się spodziewałem, bo muzyka gra i gra mać (zabawne, że dopiero od niedawna przekonałem się do słuchania muzyki przez słuchawki douszne w każdej możliwej chwili). O tym ostatnim opowiem trochę szerzej.
Zawsze kiedy widziałem ludzi ze słuchawkami, oderwanymi od otaczających dźwięków, podrygujących w rytm muzyki, lub nawet niemo wyśpiewujących słowa piosenki, miałem mieszane uczucia. Bo jak coś się stanie to oni usłyszą to ostatni, bo muszą zachować dodatkową ostrożność poruszając się po chodnikach, ulicach, bo wołanie kogoś takiego mija się z celem. Z drugiej strony od dawna wiadomo, że nic tak nie poprawia nastroju jak muzyka, uwalnia od nachalnych myśli , a usłyszeć jak tramwaj na przystanku zakwitł jak róża właśnie dojeżdżając do przystanku ma swój mały czar, małą chwilę przyjemności i satysfakcji. A ponieważ w życiu piękne są tylko chwile to powinniśmy starać się aby było ich jak najwięcej.

Na dzisiaj piosenka, którą chciałem umieścić tutaj już dawno, ale trochę trwało nim znalazłem prawię tę wersję którą chciałem, prawie - ponieważ wykonania koncertowe niemal zawsze brzmią nieco inaczej od tego co możemy usłyszeć na płycie. Ale skoro i tak chyba wszyscy znają ten utwór, więc nie przeciągając:

Girl from Ipanema - Janny Blu

Tekst (tylko wersja angielska):

Tall and tan and young and lovely
The girl from Ipanema goes walking
And when she passes, each one she passes goes aaah

When she walks she's like a samba that
Swings so cool and sways so gentle,
That when she passes, each one she passes goes aaah

Oh, but I watch her so sadly
How can I tell her I love her?
Yes, I would give my heart gladly
But each day when she walks to the sea
She looks straight ahead not at me

Tall and tan and young and lovely
The girl from Ipanema goes walking
And when she passes I smile, but she just doesn't see

She just doesn't see
She just doesn't see
She doesn't see me

wtorek, 22 czerwca 2010

łańcuszki, kwiatuszki, wyprzedaż

trzeba gdzieś iść, choćby podążać bez celu
wtedy jest znośnie, nikt nie liczy odbitych biletów
ani poduszek, które rosną pod głowami od zmęczenia
"szukasz egzotyki? przytul się do drzewa"
głosi napis na jeżycach, widać go nawet w biegu
więc może byśmy tak najmilsza? nawet jeśli
to niczego nie zmienia - zdarli korę?


Amy MacDonald "Mr Rock and Roll"

So-called Mr Rock & Roll,
Is dancing on his own again,
Talking on his phone again,
To someone who tells him that his balance is low.
He’s got nowhere to go, he’s on his own again.

Rock Chick of the century,
Is acting like she used to be,
Dancing like there’s no-one there.
Before she never seemed to care,
Now she wouldn’t dare.
It’s so Rock & Roll to be alone.

And they’ll meet one day far away,
And say, ‘I wish I was something more.’
And they’ll meet one day far away,
And say, ‘I wish I knew you, I wish I knew you before.’

Mrs Black & White she’s never seen a shade of grey,
Always something on her mind,
Every single day.
But now she’s lost her way,
And where does she go from here?

Mr. Multicultural sees all that one can see,
He’s living proof of someone very different to me.
But now he wants to be free,
Free so he can see.

And they’ll meet one day far away,
And say, ‘I wish I was something more.’
And they’ll meet one day far away,
And say, ‘I wish I knew you, I wish I knew you before.’

He’ll say, ‘I wish I knew you
I wish I met you when time was still on my side.’
She’ll say, ‘I wish I knew you
I wish I loved you before I was his bride.’

And so they must depart,
Two many more broken hearts.
But I’ve seen that all before,
In T.V, books, and film and more.
And there’s a happy ending,
Every single day.

And they’ll meet one day far away,
And say, ‘I wish I was something more.’
And they’ll meet one day far away
And say, ‘I wish I knew you, I wish I knew you before

sobota, 19 czerwca 2010

Potrzebuję

Cory Chisel & the Wandering Sons - On My Side

How can it be, we are losing ourselves
And why can I not sleep,
underneath my own hell when the daylight comes down,
Oh we are dying away,
All I can say when the band begins to play, there’s no angel on my side,
And I need you on my side
Can you hear them calling me?
And the rusted dark of a thousand years goes by,
And we never ask why
Take what you conceal, and breathe it out through your bones
But speak to my ear, in the softest of tones, it can’t set me down
Oh, we are dying away,
All I can say when the band begins to play, there’s no angel on my side,
And I will need you on my side
Can you hear them calling me?
And the rusted dark of a thousand years goes by
All I can say when the band begins to play, there’s no angel on my side
And I will need you on my side

czwartek, 17 czerwca 2010

Z listów do ławek


bo one się spisały,
na medale, na metale, na małe origami
ze splecionych kończyn, z którymi
nie wiadomo co zrobić po wszystkim
opadną, to na bank
napadną myślami z koślawych kresek
tyle mi napisałaś, by na końcu
podpisać się
"już o tobie zapomniałam"


Piosenka na dzisiaj:

Robert Kasprzycki - Winda 7


Idę przez opuszczony park - tak gorzko pachnie świt
Powiedz jak długo możesz trwać melodio, która brzmisz
O czym mam śpiewać, kiedy nikt nie słyszy sensu słów
Dokąd mam iść, gdy sensu brak

Żegnam cię miasto - twoje łzy na bruku lekko lśnią
Nie mogłem odejść kiedy ty... trzymałaś moją dłoń
Zielone liście, które czas zamienił w szary deszcz
Krótkiego filmu pierwszy kadr tak nieskończony jest

Idę przez ciemność i już nikt nie rozpozna mnie
Biegną po śniegu krótkie dni i noce ciągną się
Pod moją skórą płynie czas, jak rzeki ciemny nurt
Melodia cicho wsiąka w brzask

Czemu tak cicho wołasz mnie - stoję w świetle gwiazd
I czemu oddech tak się rwie, wolniej płynie czas
Czarnym pociągiem w czarny las z chorągiewką snów
Znowu pojadę jeszcze raz, by znaleźć ciebie znów

Miasto, które mnie ocali - piekło przyjdzie pod mój dom
Las wygląda jeszcze czarniej - czarne ognie znów się śnią
Kiedy będę musiał odejść, kiedy przyjdzie na mnie czas
W dół pojadę windą. W dół pojadę windą....

Oni widzieli że to mnie zabrała cały świat
Zimna pobudka gdzieś na dnie, bo pierwszy śnieg już spadł
Sekretna miłość której brak, bo słów zabrakło nam
Tak dawno, tak daleko stąd...

Żegnam cię miasto - twoje łzy na bruku lekko lśnią
Nie mogłem odejść, kiedy ty... trzymałaś moją dłoń
Zielone liście, które czas zamienił w szary deszcz
Krótkiego filmu pierwszy kadr tak nieskończony jest