środa, 30 marca 2011

Gorzki smak samotności

Wiosna w natarciu, zakochane pary dwoją się i troją w parkach, sklepach, tramwajach i w ogóle. Nie, nie trafia mnie szlag, każdej takiej parze życzę jak najlepiej, oby wesele, dziecko i wszystko co najlepsze im się przytrafiło, im wszystkim. Nie ma we mnie złej zawiści, nie ma we mnie złej złości. Są tylko te skierowane do środka, we mnie, bo tylko ja jestem winien siebie.

Smutno się zaczął ten wpis, a co gorsze nie mam humoru żeby tę tendencje zmieniać. Więc może po prostu zmienię temat.
Ostatnio kolejne stereotypy padają przede mną jak muchy. Stereotyp mówiący o tym, że "pakerzy" to bezmózgi itd., szczerze mówiąc tyle "proszę" i "przepraszam" co w siłowni nie słyszałem nawet w teatrze. To cudowne ile prawdziwej życzliwości potrafi bić od człowieka, który ma kłopot żeby podrapać się po plecach ;) tak, siłownia to miejsce występowania prawdziwej kultury fizycznej (zwłaszcza gdy się za nią słono płaci) :)

Powyższe zdjęcie z małej sesji u znajomego, Wojciechu, dzięki, że coś z tego ryja w ogóle dało radę wyciągnąć.
Na dzisiaj Frank Sinatra i Bono:
I've got you under my skin

środa, 23 marca 2011

Jest gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie...

I znów ta bezsenna noc, nadchodzi zawsze raz na 3 tygodnie. Przyzwyczaiłem się, albo to ona przyzwyczaiła się do mnie sam nie wiem. Powoli zaczyna się wiosna, dłuższe. cieplejsze dni sprzyjają nowym pomysłom. Jogging, siłownia i kto wie - może w końcu nauczę się pływać? W każdym razie potrzebuję endorfin i odrobiny adrenaliny, bo dość mam mojego nudnego życia. Słońce sprzyja chwytaniu za aparat i ruszaniu w plener, na to również postaram się znaleźć czas. Okazuje się, że stara prawda ciągle jest trafna - jeśli masz tyle zajęć, że się nie wyrabiasz, to zajmij się czymś jeszcze aby napiąć grafik jak strunę z najwyższego dźwięku.
Tak jak przypuszczałem X factor powoli się rozkręca zwłaszcza rozkręca się Czesław, i dobrze, bo gdyby nie on ten program byłby zupełnie nudny. Nadal nie ma rewelacji, być może późniejsze etapy będą ciekawsze.
House powoli zbliża się do końca 7 serii, mam nadzieję, że ostatniej, bo pomysły scenarzystom powoli się kończą. Jedno co im się nie kończy to świetne piosenki, jak choćby
Peter Gabriel - My body is a cage
Z rzeczy na które chciałbym sobie teraz ponarzekać to nie mam z kim iść do kina, teatru itd., jeśli jest ktoś chętny to niech się nie krępuje, wystarczy, że ja będę.

wtorek, 15 marca 2011

"I mówią mi, że ty, że ty chcesz więcej"

Zrobiłem dzisiaj kilka dobrych rzeczy, po pierwsze oddałem krew, po raz pierwszy od 5 lat i chyba pozostanę stałym klientem centrum krwiodawstwa. Po drugie nie poszedłem (co łączy się z pierwszym oczywiście) do pracy, to zrobiłem dla siebie, bo mój nadgarstek chwilami ma dosyć (niech świadczy o tym to, że powyższy i poniższy tekst piszę wyłącznie lewą ręką).

Mając chwilę wolnego czasu odkrywałem znane i nieznane zakamarki naszej ogólnoświatowej sieci, a mając w pamięci początek X factor (sam program oceniam dość średnio, Jarek K. póki co nie sprawdza się jako prowadzący, być może on, jak i całość, rozkręcą się z czasem) wróciłem do słuchania i - co ważniejsze - oglądania Czesława (który) Śpiewa. Nie wiem co Mozil ma we łbie, ani kto jest pomysłodawcą, reżyserem itd., teledysków do jego piosenek, ale co tu dużo mówić, te są kapitalne (teledyski, piosenki zwykle też).
Polecam, zwłaszcza w HD:
- W sam raz
- Krucha blondynka
czy też zupełna już "klasyka" pomylonych teledysków czyli Mieszko i Dobrawa

środa, 9 marca 2011

get happy

Ostatni odnoszę wrażenie, że scenarzyści Housa zrzynają... z mojego życia. Oczywiście nie mam na myśli całej tej medycznej otoczki (to też ciekawe, że kwestie medycznych zagadek zeszły w ostatnim sezonie totalnie na drugi plan), a relacje House - Cuddy. Uogólniając - House zrobił niemal wszystko tak jak ja, i - dla mnie bez niespodzianki - skończył dokładnie tak samo, ot taka ironia prosto z ekranu. (Ciekawe czy gdyby ta seria wyszła 5 lat wcześniej to ja uniknąłbym swoich błędów?) Szczegóły znane dla wtajemniczonych, dla pozostałych :P

Inna ciekawa kwestia, House traci oglądalność, ale to jest stała domena seriali, które zaczynają się ciąąągnąć. Przy którejś serii po prostu trudno już o nowych widzów, bo aby zrozumieć wszystkie wątki trzeba cofnąć się i obejrzeć odcinki już wyemitowane, a to zadanie dla nowego widza, który nie jest jeszcze fanem - odpychające. Widzowie, którzy do tej pory oglądali Housa natomiast powoli czują się znużeni, w kwestii medycznych zagadek serial stoi w martwym punkcie, pozostaje jedynie problematyka relacji damsko-męskich, a to niestety nudzi wiele osób.

Ja pozostaje przy Housie z kilku powodów, pierwszy wymieniłem poniekąd wyżej, a drugi jest taki, że im większy wpływ na serial ma Hugh Laurie, tym więcej w nim niespodziewanych smaczków, czy to komediowych, czy... wokalnych. Tym właśnie zachwycił mnie ostatni odcinek, a dokładniej "tym":
Hugh Laurie & Lisa Edelstein - Get Happy (by Judy Garland)

poniedziałek, 21 lutego 2011

Ale za to niedziela, ale za to niedziela...

Wiecie co myślę o pracy w sobotę od 14 do 22? Że to poroniony pomysł. Po pierwsze muszę dojeżdżać w obie strony autobusem podmiejskim (co sprawia że poza domem jestem od 12 do północy), po drugie, tej roboty wcale za wiele nie ma. Fakt, mógłbym się cieszyć, że płacą mi za siedzenie na tyłku i czytanie książek, ale szczerze mówiąc wolałbym ten czas spędzić spokojnie w domku, nawet kosztem mniejszej wypłaty.
Chociaż akurat w ostatnią sobotę powodów do narzekania na pierwszą wspomnianą przeze mnie sprawę nie miałem. Przejeżdżając tramwajem przez niemal cały Poznań (bo autobus odjeżdża z Górczyna) gdzieś na wysokości kaponiery usiadła vis a vis mnie naprawdę ładna kobieta. Ok 20 - 25 lat, elegancka biała kurtka typu płaszczowego i biała czapka przykrywająca długie czarne włosy, tego, że miała naprawdę ładną twarz dodawać chyba nie muszę. Wymieniliśmy kilka nieśmiałych spojrzeń i uśmiechów, to było naprawdę przyjemne gdy "przypadkiem" nasze spojrzenia krzyżowały się na te ułamki sekund.
Tak więc wszystko ma swoje plusy i minusy, gdyby nie konieczność pracy w sobotę, to te kilka minut w tramwaju nigdy nie miałoby miejsca. Słowem - było warto.

O drobnym kryzysie w czasie pracy nie będę wspominał, wystarczy, że wtedy ledwo wytrzymałem. Znów zawiodłem wszystkich, łącznie z sobą.

To co? Może jakieś mocniejsze uderzenie?
Elbow - Grounds fo divorce

piątek, 18 lutego 2011

na smutki

Na grypsko mi się chyba zbiera, albo coś innego co mnie rozłoży... i humor podły i pogoda podła, wszystko podłe. Chyba nie ma co się wyłamywać z ogólnorozwojowej tendencji do podłości...

Anita Lipnicka & John Porter - Down by the lake

Down by the lake
where you used to sit
in the morning sun
spreading gold around
I can see you still
waving back to me
praising the day...

Looking at you
who would have guessed
you were turning then
the final page
of your book of life
there was no warning sign
not the slightest alret...

Did you see enough
of all that you wanted to see
did you feel loved
as much as you needed to be
would you change at all
any line in that story of yours

I stare at the view
In the window frame
seasons come and go
sun trips high and low
there's no break for a sigh
for a tear to dry
the clock doesn't wait

I wish I was strong
just enough to find
all the things that I miss
about you in me
but the road of despair
just leads me there
down by the lake...

Did you see... etc...

środa, 16 lutego 2011

Just smile all the time

Wilco - How to fight loneliness

How to fight loneliness
Smile all the time
Shine your teeth to meaningless
And sharpen them with lies

And whatever is going down
Will you follow around
That's how you fight loneliness

You laugh at every joke
Drag your blanket blindly
Fill your heart with smoke

And the first thing that you want
Will be the last thing you'll ever need
That's how you fight it

Just smile all the time
Just smile all the time
Just smile all the time
Just smile all the time