środa, 9 marca 2011

get happy

Ostatni odnoszę wrażenie, że scenarzyści Housa zrzynają... z mojego życia. Oczywiście nie mam na myśli całej tej medycznej otoczki (to też ciekawe, że kwestie medycznych zagadek zeszły w ostatnim sezonie totalnie na drugi plan), a relacje House - Cuddy. Uogólniając - House zrobił niemal wszystko tak jak ja, i - dla mnie bez niespodzianki - skończył dokładnie tak samo, ot taka ironia prosto z ekranu. (Ciekawe czy gdyby ta seria wyszła 5 lat wcześniej to ja uniknąłbym swoich błędów?) Szczegóły znane dla wtajemniczonych, dla pozostałych :P

Inna ciekawa kwestia, House traci oglądalność, ale to jest stała domena seriali, które zaczynają się ciąąągnąć. Przy którejś serii po prostu trudno już o nowych widzów, bo aby zrozumieć wszystkie wątki trzeba cofnąć się i obejrzeć odcinki już wyemitowane, a to zadanie dla nowego widza, który nie jest jeszcze fanem - odpychające. Widzowie, którzy do tej pory oglądali Housa natomiast powoli czują się znużeni, w kwestii medycznych zagadek serial stoi w martwym punkcie, pozostaje jedynie problematyka relacji damsko-męskich, a to niestety nudzi wiele osób.

Ja pozostaje przy Housie z kilku powodów, pierwszy wymieniłem poniekąd wyżej, a drugi jest taki, że im większy wpływ na serial ma Hugh Laurie, tym więcej w nim niespodziewanych smaczków, czy to komediowych, czy... wokalnych. Tym właśnie zachwycił mnie ostatni odcinek, a dokładniej "tym":
Hugh Laurie & Lisa Edelstein - Get Happy (by Judy Garland)

2 komentarze:

  1. Trafiłam przez przypadek tu, i nie mogę się zgodzić, bo zrzynają z mojego życia. ;) I pewnych błędów pewnie mogłabym uniknąć po obejrzeniu ostatniej serii ;))))

    OdpowiedzUsuń
  2. ja z kolei po odcinku 16 i 17 7 serii też zmieniam zdanie - zdecydowanie nie takiego "zakończenia" się spodziewałem :P jednak House potrafi jeszcze zaskoczyć, na szczęście :) w sumie po co unikać błędów? To dzięki nim robimy postępy :)
    pozdrówka

    OdpowiedzUsuń