pakuję w niego zaspane oczy, zaspane włosy oraz całą resztę. I jestem szczęśliwy. Wbrew pozorom nie ma w tym nic z masochizmu, jest prosta logika, skoro i tak chcę i muszę, to dlaczego nie z uśmiechem na ustach? To nic nie kosztuje, a przecież udany początek dnia jest bezcenny.
Powoli udaje mi się wrócić do pisania, na razie sam czuję, że nie ma rewelacji, ale już samo pojawienie się imperatywu biorę za dobrą wróżbę na przyszłość.
Przekleństwo
powtarzam cię do skutku,
do rozwarstwienia myśli.
choćbym nie chciał (a nie chcę)
następnej warstwy.
wydzierasz się na zewnątrz,
na mnie.
niedziela, 13 czerwca 2010
czwartek, 10 czerwca 2010
Grillowanie z podtekstami
Sezon na grillowanie zaczął się już jakiś czas temu, co prawda warunki nie były łaskawe, ale odważnych już wcześniej nie brakowało. Teraz jest niemal idealnie. "Niemal" ponieważ mieszkanie na osiedlu otoczonym blokami samo w sobie zadaje pytanie - gdzie iść z tym grillem tak żeby nie wnerwić co wrażliwszych sąsiadów? Ostatecznie dla chcącego nic trudnego, więc i miejsce się dzisiaj dla nas znalazło.Względny spokój, względna cisza i tylko o jedzeniu nie można powiedzieć, że było "względnie" dobre. Było dobre, po prostu. Wielu osobom wydaje się, że grillowanie nosi ze sobą nieodłączną konieczność spożywania tłustych kiełbas i innego tuczącego jedzenia. Powiem szczerze, nigdy dobrze nie gotowałem, ani nie znałem się jakość szczególnie na jedzeniu, kuchni itp., ale dzięki pomocy przyjaciół to wszystko powoli, acz systematycznie się zmienia, a grillowanie wbrew pozorom pozwala na przyrządzenie wszystkiego smacznie i zdrowo, to tylko kwestia wyboru mięsa.
Wracając do "niemal", to jak to czasami bywa na osiedlach, może pojawić się tak zwana "osoba na przyczepkę", która nie mając innych zajęć, cały dzień wisi w oknie lub na balkonie i spogląda na wszystko wzrokiem mówiącym "zaraz wezwę policję". Co ciekawe zdecydowanie częściej tymi osobami są kobiety, zwłaszcza starsze, nie wiem czy to winna braku osiedlowego kółka bingo czy innych czynników.
Jest w nich coś z Czerwonej Królowej, musi być tak jak sobie wymarzą, tak jak one chcą, w ogóle to regulamin osiedla powinny pisać one... na szczęście tak nie jest. Oczywiście celowo trochę demonizuję i przejaskrawiam ten "gatunek" ludzi, ale faktem jest, że nacięcie się na takiego kogoś podnosi ciśnienie lepiej niż espresso.
Od jutra praktyczny koniec "niezmęczoności", poranny meldunek na czczo po drugiej stronie miasta plus kilka godzin czekania na badania, plus później rajd po mieście celem załatwienie miliona różnych spraw. Kiedyś powiedziałbym o takim dniu "o matko, ja pier****", ale teraz widzę jak bardzo takie męczące dni są potrzebne, to dzięki nim dopiero jesteśmy w stanie docenić każdą godzinę odpoczynku, każde weekendowe wyjście na miasto, wiadomo - wszystko smakuje lepiej kiedy człowiek jest głodny.
wtorek, 8 czerwca 2010
O czym myślą kobiety?
Pomimo mocno nadętego pytania postawionego w tytule tego wpisu, postaram się wybrnąć z odpowiedzi na to pytanie obronną ręką, albo nogą jeśli się uda. Odpowiedź jest prosta choć skomplikowana, trafna choć ogólnikowa oraz błyskotliwa jak czerwone światło dla kierowcy niebieskiego poloneza, który próbował dzisiaj przeprowadzić test zderzeniowy na grupce pieszych, otóż:nie wiem
Nie wiem o czym myślą kobiety, ale co ważniejsze, one same rzadko wiedzą o czym myślą, ich myślenie w dowolnej chwili, w dowolnej milisekundzie potrafi przestawiać się z jednopłaszczyznowego na multipoziomowe. Nie chodzi wcale o podzielność uwagi, czy o to, że "kobieta zmienną jest", ale o sprawy znacznie bardziej błahe, takie jak miłość, zauroczenie, zakochanie, niemożność kupna butów w mniej niż dwie godziny.
Oczywiście żartuję z tym wszystkim (no może nie ze wszystkim), ale to ukazuje jeszcze jedną tragedię współczesności, tekst pozbawiony emotikonek staje się nagle dla przeciętnego użytkownika internetu (którym jest licealista, może gimnazjalista) trudny emocjonalnie do rozszyfrowania, oczywiście są wyjątki, ale patrząc jak wiele osób nie potrafi dostrzec ironii, sarkazmu, czy nawet odróżnić miejsca w którym jest żart, dajmy na to u Moliera, lub (by podać najbardziej odległy od przedniego przykład) Jeremiego Clarksona, człowiek się zastanawia czy nie przykleić sobie emotek do czoła...
Jakoś gorzko się zrobiło, a miało być wesoło. Wrócę więc do kobiet, a pomoże mi w tym niezrównany, jedyny w swoim rodzaju Artur Andrus, który odpowie na pytanie "za co kochamy kobiety?" oraz dośpiewa do tego swoje parę słów w piosence "Żeby się sobą zauroczyć":
Żeby się sobą zauroczyć
Ja mam rzekomo trochę wdzięku,
Ty masz jaskrawo - smutne oczy.
Znajdzie się zatem jakiś powód,
Żeby się sobą... zauroczyć.
I żeby to zauroczenie
Ująć w banalnie wielkie słowa,
Żeby się sobą pozachwycać,
Żeby się sobą... rozkoszować.
Tam dam, tam dam, tadabadaba tam dam.
Ja cię odszukam bez kłopotu
W tłumie tak zwanych zwykłych ludzi.
Potem się tobą będę cieszyć,
A ty się przy mnie nie zanudzisz.
Tamdadadadaj, tamdadadadaj, tamdadatadadaj, tadadada tadaj.
Znajdziemy powód by być z sobą,
Żadnych wymagań, planów żadnych
- Ty będziesz piękna. - A ty mądry.
- Ty będziesz dobra. - A ty ładny.
Tamdadadadaj, tamdadadadaj, tamdadatadadaj, tadadada tadaj.
A potem sam się znajdzie powód,
By zwątpić czy to się opłaca.
Znajdziemy powód by odchodzić
I sto powodów żeby wracać.
Tamdadadadaj, tamdadadadaj, tamdadatadadaj, tadadada tadaj.
Gdzie nie zajrzymy będzie ładnie,
Bo zamieszkamy wśród ogrodów.
Znajdziemy powód by być z sobą,
Albo będziemy... bez powodu.
Tamdadadadaj, tamdadadadaj, tamdadatadadaj, tadadada tadaj.
Tamdadadadaj, tamdadadadaj, tamdadatadadaj, tadadada tadaj.
Ty masz jaskrawo - smutne oczy.
Znajdzie się zatem jakiś powód,
Żeby się sobą... zauroczyć.
I żeby to zauroczenie
Ująć w banalnie wielkie słowa,
Żeby się sobą pozachwycać,
Żeby się sobą... rozkoszować.
Tam dam, tam dam, tadabadaba tam dam.
Ja cię odszukam bez kłopotu
W tłumie tak zwanych zwykłych ludzi.
Potem się tobą będę cieszyć,
A ty się przy mnie nie zanudzisz.
Tamdadadadaj, tamdadadadaj, tamdadatadadaj, tadadada tadaj.
Znajdziemy powód by być z sobą,
Żadnych wymagań, planów żadnych
- Ty będziesz piękna. - A ty mądry.
- Ty będziesz dobra. - A ty ładny.
Tamdadadadaj, tamdadadadaj, tamdadatadadaj, tadadada tadaj.
A potem sam się znajdzie powód,
By zwątpić czy to się opłaca.
Znajdziemy powód by odchodzić
I sto powodów żeby wracać.
Tamdadadadaj, tamdadadadaj, tamdadatadadaj, tadadada tadaj.
Gdzie nie zajrzymy będzie ładnie,
Bo zamieszkamy wśród ogrodów.
Znajdziemy powód by być z sobą,
Albo będziemy... bez powodu.
Tamdadadadaj, tamdadadadaj, tamdadatadadaj, tadadada tadaj.
Tamdadadadaj, tamdadadadaj, tamdadatadadaj, tadadada tadaj.
poniedziałek, 7 czerwca 2010
Przepraszamy za usterki
Bardzo rzadko zdarza mi się pamiętać sny, z ostatnich kilku lat pamiętam góra kilka. Żadnych drastycznych horrorów, koszmarów wśród nich nie było... aż tu nagle dzisiaj. Trudno to nazwać koszmarem, ale fakt, że obudziłem się zlany potem (nie, z pewnością nie musisz sobie tego wyobrażać) o 2:39 sprawia, że trudno to także nazwać zwykłym i spokojnym snem. Co widziałem?Główne wydanie Wiadomości (tu zagadka, bo dostęp do telewizora mam mocno ograniczony, a jeśli już to raczej nie oglądam serwisów informacyjnych na tvp), Krzysztof Ziemiec przerywa program i podaje wiadomość z ostatniej chwili: w Gruzji zbombardowane zostało jakieś miasto (przy czym on podał jego nazwę, ja już tego nie pamiętam) oraz zatopiony został okręt stacjonujący w pobliskim porcie. Tutaj pojawia się film nagrany amatorską kamerą (sądząc po rozdzielczość to kamera z telefonu komórkowego) na którym widać jak "coś" (pociski?) uderza w okręt, rozrywając go w pół, a chwilę później zbombardowane zostają ulice miasta (osoba nagrywająca wykonuje obrót o 180 stopni z okrętu na ulice, nie pytajcie jakim cudem przeżyła - to tylko sen).
Koniec. A w zasadzie pobudka o wspomnianej wyżej godzinie. Od razu pojawiły mi się w głowie pytania: kto atakował? Czy to pokłosie wojny z 2008r.? Czy może coś co dopiero się wydarzy? Dlaczego Wiadomości prowadził Krzysztof Ziemiec? Nigdy proroczych snów nie miałem, więc mam nadzieję że i podobnie będzie tym razem. Może to zabrzmieć głupio, ale właśnie dlatego wolę "nie śnić" (nie pamiętać snów), człowiek nie musi później przez pół dnia zastanawiać się "co zmęczony mózg miał na myśli?"
PS kto zgadnie z jakiego filmu pochodzi kadr znajdujący się na górze tego postu? Temu kto trafi stawiam piwo ;-)
niedziela, 6 czerwca 2010
Znani, nieznani, mało znani, część 1
Blog powinien mieć jakiś "stały punkt programu", albo być skoncentrowany na określonych tekstach (próbki prozy, poezji, pisanie o swoim życiu, hobby itd.), jest wtedy łatwiej przyswajalny, wiemy czego można się na nim spodziewać. Postanowiłem więc wprowadzić rubrykę "znani, nieznani, mało znani", która od czasu do czasu będzie pojawiać się między pozostałymi pseudofilozoficznymi i pseudożyciowymi wpisami. Tłumaczyć o czym będzie ten cykl pisać chyba nie muszę, więc jak śpiewała Bonnie Tyler let the show begin.
Na zdjęciu Paul Erdos, jeden z najbardziej znanych, najbardziej ekscentrycznych i najwybitniejszych matematyków XX wieku. Z pochodzenia Węgier, choć przez większą część swojego życia podróżował po świecie, był prawdziwym matematycznym pielgrzymem, przenosząc się z miejsca na miejsce wszędzie wierzył, że ktoś go przygarnie, choćby przybył bez zapowiedzi. A niemal wszędzie gdzie się zatrzymywał tworzył, pisał, współpracował z setkami, jeśli nie tysiącami matematyków na całym świecie. Stąd m.in. powstanie liczby Erdosa.
"Słynął" również z nadużywania... amfetaminy, kiedy jego przyjaciel Ronald Graham zaproponował mu zakład: 500 dolarów za 30 dni bez amfetaminy, Erdos przyjął wyzwanie. Wygrał zakład, ale jak sam później stwierdził, zakład ten zahamował rozwój matematyki na 30 dni.
Erdos zmarł w 1996 roku podczas konferencji w Warszawie, miał 83 lata. Był żywym dowodem na to, że prawdziwy geniusz nie musi być zamknięty, nie musi pracować w zaciszu swojego gabinetu. Jego życzliwość i wiara w ludzi powinny być przykładem dla nas wszystkich. Z pewnością można napisać tutaj dużo więcej, ale dlaczego miałbym odbierać komuś przyjemność z poszukiwania informacji ;)
Na zdjęciu Paul Erdos, jeden z najbardziej znanych, najbardziej ekscentrycznych i najwybitniejszych matematyków XX wieku. Z pochodzenia Węgier, choć przez większą część swojego życia podróżował po świecie, był prawdziwym matematycznym pielgrzymem, przenosząc się z miejsca na miejsce wszędzie wierzył, że ktoś go przygarnie, choćby przybył bez zapowiedzi. A niemal wszędzie gdzie się zatrzymywał tworzył, pisał, współpracował z setkami, jeśli nie tysiącami matematyków na całym świecie. Stąd m.in. powstanie liczby Erdosa.
"Słynął" również z nadużywania... amfetaminy, kiedy jego przyjaciel Ronald Graham zaproponował mu zakład: 500 dolarów za 30 dni bez amfetaminy, Erdos przyjął wyzwanie. Wygrał zakład, ale jak sam później stwierdził, zakład ten zahamował rozwój matematyki na 30 dni.
Erdos zmarł w 1996 roku podczas konferencji w Warszawie, miał 83 lata. Był żywym dowodem na to, że prawdziwy geniusz nie musi być zamknięty, nie musi pracować w zaciszu swojego gabinetu. Jego życzliwość i wiara w ludzi powinny być przykładem dla nas wszystkich. Z pewnością można napisać tutaj dużo więcej, ale dlaczego miałbym odbierać komuś przyjemność z poszukiwania informacji ;)
sobota, 5 czerwca 2010
Patrzeć w swoje oczy z wczoraj

Właśnie, ciekawe co moglibyśmy dostrzec we własnym spojrzeniu sprzed tygodnia, miesiąca, roku? Powyżej moja fotka niemal dokładnie sprzed roku... Pomijając beznadziejną fryzurę - widzę strach, ogromny niepokój i smutek, a wszystko to za maską z pewności siebie. To przygnębiające jak wiele może nam powiedzieć o nas nasze spojrzenie. Przygnębiające, bo zabiera prywatność (i to pisze ktoś kto założył bloga, dobre sobie)... chociaż gdyby się nad tym głębiej zastanowić, po co nam właściwie ta prywatność? Co to jest prywatność? Rozszerzona strefa intymności? Czy naprawdę sami decydujemy o tym kogo dopuszczamy bliżej siebie?
Z tym ostatnim pytaniem wiąże się pewne zdarzenie, które mnie dziś spotkało. Spacer, Cytadela, piękna pogoda, ławka, "Matematyczny wszechświat" Dunhama, przejeżdżające co jakiś czas rowery, ludzie na rolkach, z psami - oto tło. Byłem w rozdziale "źródła matematyki", czytałem właśnie o fascynacji Chińczyków magicznymi kwadratami, aż tu nagle bum. Jedna z przejeżdżających na rolkach dziewczyn nie zauważyła dziury w asfalcie, nic się jej wielkiego nie stało, zadrapane kolano, dłoń. Zaproponowałem żeby usiadła i przemyła skaleczone miejsca, podałem wodę, w jakiś dziwnie zahipnotyzowany sposób patrzyłem jak spokojnie doprowadza się do ładu. Była chyba młodsza ode mnie, miała blond włosy spięte w kitkę. Podziękowała za wodę, spytałem czy zawsze tak jeździ - bez ochraniaczy? Od słowa do słowa narasta rozmowa jak śpiewał Turnau.
Po paru minutach pojechała z uśmiechem dalej i mi się ten uśmiech udzielił, bo dawno nie miałem tak sympatycznej i niestresującej rozmowy, nieważne że trwała chwilę, przecież to właśnie chwile są w życiu najważniejsze. Bardzo możliwe, że już nigdy jej nie spotkam, jednak gdyby jakimś cudem tutaj zajrzała, to - Moniko, pamiętaj o ochraniaczach i pozdrawiam ;)
Gdybym mógł jakoś opisać swój wzrok teraz, myślę, że jeden przymiotnik by wystarczył "szczęśliwy". W końcu.
Piosenka na dziś: Varius Manx - Maj
Pomogło mi,
Bo szybko zapomniałam
A tych różnych dni nie chcę już
Uległam znów nic w zamian nie dostałam
Ty znów dałeś mi tylko noc
Ref.:
I wtedy przyszedł maj
Zamieszał w moim sercu
Zgubiłam cały żal
Poczułam co to szczęście
Tylko szczęście
Całe szczęście
Tylko szczęście
Tracisz mój czas
Rozmieniasz go na drobne
Bo nie łączy nas teraz nic
I kilka dni, każde z nas osobno
A ja już wiem
Jak chcę żyć
Ref. (2x)
Bo wreszcie przyszedł maj
Zrobiło się gorąco
Ktoś teraz o mnie dba
Przeszłość upiłam słońcem
Tylko słońcem
Całym słońcem
Tylko słońcem
piątek, 4 czerwca 2010
Drzemać pod drzewem koło Belgradu...

Mało wiosny w tej wiośnie było w tym roku, co prawda ma jeszcze przeszło dwa tygodnie na poprawę, ale aż strach pomyśleć co przygotowało dla nas lato... W ogóle ostatnimi czasy pory roku zrobiły się wredne, chyba za dużo przebywają z ludźmi.
Ale do rzeczy, są sytuacje trudne, czasami bez wyjścia, czasami musimy liczyć na pomoc drugiego człowieka. Nie ma w tym wielkiej filozofii, tak po prostu czasami bywa i dobrze jeśli ten ktoś się pojawi. Gorzej jeżeli odejdzie. Czasami musimy sami podejmować ważne decyzje, jak choćby znalezienie poważnej odpowiedzi na niepoważne pytanie z okresu dzieciństwa - kim chcesz być jak dorośniesz? Dlaczego niepoważne? Bo w 99,9% dziecko - całkowicie słusznie - nie ma pojęcia kim chciałoby być. Mówimy oczywiście o życiu zawodowym. Dziecko rzuci hasło "strażakiem", bo naoglądało się Strażaka Sama, "policjantem", bo tatuś ogląda filmy o policjantach... no właśnie... ciekawe jak często wymieniane są zawody wykonywane przez rodziców?
Mniejsza z tym, ponieważ w 99,9% dzieci nie zostają tym kim chcieli. Nie ma w tym tragedii, natomiast jest ogromna radość dla tego niewielkiego ułamka, którym się jednak udaje... Czy to z czyjąś pomocą, czy z własną zawziętością i uporem, ale dają radę...
Pora na jakąś pointę, będzie prosta, patrząc na szczęście ludzi, którzy pokonują każdy kolejnej wyznaczony przez siebie przystanek na drodze zwanej "życiem", mogę tylko powiedzieć, że nie ma znaczenia w jak bardzo beznadziejnej jest się sytuacji. Zawsze można wrócić na właściwą drogę, a pomocnej ręki nikt nie poda ci tak chętnie... jak ty sam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



