czwartek, 30 września 2010

Znani, nieznani, mało znani, część 3


Dzisiaj po dwóch naprawdę udanych dniach (udana przeprowadzka w naprawdę lepsze miejsce, oraz niespodziewane odzyskanie całego etatu) przyszła naprawdę złą i smutna wiadomość, w zasadzie to dwie, ale druga jest zbyt osobista bym o niej tutaj pisał, może kiedyś.


W każdym razie, zmarł dzisiaj Romuald Czystaw były wokalista Budki Suflera, który w ostatnich latach ponownie - gościnnie - brał udział w wielu koncertach z "Budką". Do niego należą niezapomniane "Nie wierz nigdy kobiecie" oraz "Za ostatni grosz", ktoś mógłby powiedzieć, że jestem o wiele za młody by pamiętać, by znać, ale tak naprawdę moja muzyczna młodość zaczyna się właśnie w tamtych czasach (a może nawet wcześniej). Żal wielki tak wspaniałego człowieka, artysty, zwłaszcza, że miał zaledwie 60 lat... smutno mi, zostawiam Cię drogi czytelniku/czytelniczko sam na sam z Romualdem:

Nie wierz nigdy kobiecie


Człowiek ten miał niepewny dość wzrok.
Prosił o żar, wpatrzony gdzieś w mrok.
Wciągnął dym, i nim skryła go noc, tak powiedział:

"Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam.
Nic gorszego na świecie nie przytrafia się nam.
Nie wierz nigdy kobiecie, nie ustępuj na krok,
bo przepadłeś z kretesem nim zrozumiesz swój błąd;
ledwo nim dobrze pojmiesz swój błąd, już po tobie..."
Dookoła miasto całe właśnie kładło się spać,
tyle z tego zrozumiałem, że coś z nim jest nie tak.

Ulice dwie był dalej mój blok.
Chciałem już spać, lecz opornie to szło,
było coś, co sprawiało że głos wciąż słyszałem:

"Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam.
Nic gorszego na świecie nie przytrafia się nam.
Nie wierz nigdy kobiecie, nie ustępuj na krok,
bo przepadłeś z kretesem nim zrozumiesz swój błąd;
ledwo nim dobrze pojmiesz swój błąd, już po tobie..."

Światła wtedy było mało, i pewności mi brak,
czy w dzienniku dziś widziałem jego, czy inną twarz...

czwartek, 23 września 2010

Z rana


Właśnie jestem po 12 godzinach roboty (od 18 do 6), nie czuję nóg, a ręce śpią w oderwaniu od reszty ciała, aha, ale to zdjęcie to nie z dzisiaj, nie z teraz. Naszły mnie wspomnienie, ale takie wczesne, z dzieciństwa, głównie za sprawą piosenki, którą dzisiaj przypadkiem usłyszałem w radiu autokaru zakładowego. Było to "Oh Carol!", jak mawia Ela Zapędowska "piosenka prosta jak konstrukcja cepa", niemniej ma w sobie to coś. Gdzieś w rodzinnym domu, w którejś szafie, leży, kurzy się kaseta z przebojami z lat 60. 70. i 80., pamiętam, że kiedyś leciała niemal w kółko. "Oh Carol", "Que Sera Sera" czy "Speedy Gonzales" (ale ten oryginalny) - to piosenki mojej baaardzo wczesnej młodości. A ponieważ dawno do nich nie wracałem, to...

Neil Sedaka - Oh Carol

Oh Carol
I am but a fool
Darling I love you
Though you treat me cruel

You hurt me
And you make me cry
But if you leave me
I will surely die

Darling there will never be another
'Cause I love you so
Don't ever leave me
Say you'll never go

I will always want you for my sweetheart
No matter what you do
Oh Carol
I'm so in love with you

sobota, 18 września 2010

"ja go tak lubię jak zadrę w dupie"


Słowa Peresady w zasadzie każdy mógłby do kogoś przypisać, takie jest życie, często na swojej drodze spotykamy ludzi, których niekoniecznie widzielibyśmy na prywatnej liście "100 osób, które warto znać". Często spotykamy ludzi, którzy nas ranią, zaś spotkać prawdziwą Gałązkę Jabłoni jest szalenie trudno i nic na te proporcje nie poradzimy. Pozostaje pogodzić się z tym wszystkim i iść, iść, iść...

To może oddam głos Stedowi:

Ja sobie pójdę precz,
Pójdę precz daleko,
Do Zagubinowa.
W oddali zniknie
Głowa moja płowa.

Lecz jeszcze, o, pani,
Doczekasz się dnia...
Zabraknie ci psa!

Nie będę łasił się,
Do rąk twych przypadał,
A ty jak ta skała.
Nie będę skamlał,
Żebyś mnie pogłaskała.

Lecz jeszcze, o, pani,
Doczekasz się dnia...
Zabraknie ci psa!

Co uzyskuje się
Łkaniem i błaganiem?
Niechaj wie, kto nie wie:
Dziewczęce serce
Coraz bardziej twardnieje.

Lecz jeszcze, o, pani,
Doczekasz się dnia...
Zabraknie ci psa!

Ja sobie pójdę precz,
Pójdę precz daleko,
Może Patagonia.
Tak, żebyś była
Bardzo zadowolona.

Lecz jeszcze, o, pani,
Doczekasz się dnia...
Zabraknie ci psa!

piątek, 17 września 2010

ech... (melancholijna piosenka na koniec dnia)

Może się stanie raz jeden cud

Ja wiem
Wiem
Szeroka droga jest

Wiem też
Wiem
Że ty już
Nie chcesz mnie


A jednak wciąż
Nie ruszam stąd
Bo może się sianie raz jeden cud
I przyjdziesz dotkniesz mnie
I powiesz
Zostań tu

Ja wiem
Wiem
Głębokie
Lasy są

I jeszcze
Wiem
Że do nich
Gna mnie los

A jednak wciąż
Nie ruszam stąd
Bo może się stanie raz jeden cud
I przyjdziesz dotkniesz mnie
I powiesz
Zostań tu

O tam
W górze
Posłuchaj
Szumi wiatr

Ja wiem
Mówi
Że będzie
Szkoda nas

Dlatego wciąż
Nie ruszam stąd
Bo może się stanie raz jeden cud
I przyjdziesz dotkniesz mnie
I powiesz
Zostań tu

środa, 15 września 2010

Wszystko co skucha



"Wszystko co kocham" zostało zgłoszone jako polski kandydat do Oskara. Uprzedzę trochę fakty - film nie ma szans na nominację. Nudna, wtórna i schematyczna historia, tło znane Polakom, wszyscy inni mają je gdzieś. Jacek Borcuch paroma scenami udowodnił, że nie jest mu obca filmografia oznaczona trzema "Xami", pytanie tylko - po co? Naprawdę wplecenie takiej "erotyki" ma jakieś uzasadnienie? Nie wpływa ani na bohatera, ani na nic. Jeno o tych parę minut wydłuża męczarnie widza.
Swoją droga to też osiągnięcie, film, który trwa zaledwie 90min nudzi i dłuży się jakby trwał ze trzy godziny. Oczywiście, że nie nastawiałem się na akcję, ale na Boga, jak można film o takich czasach zrobić takim bezjajecznym?

Kadr z jedynej chyba dobrej sceny powyżej, jeśli nastawicie się na słodko-gorzką schematyczną historię z mnóstwem niepotrzebnych wstawek to możliwe, że strawicie ten film bez problemów. Ja niestety oczekiwałem filmu na miarę kandydata do Oskara...

To na poprawę humoru i (oby) pogody - celny w swoich słowach jak zawsze Stachura i zabójczo trafny w interpretacji Myszkowski:

Ona sobie tego nie życzy

Już o nic nie zapytam
Nigdy więcej.
Tylko, co mam zrobić,
Kto mi powie,
Żeby powstrzymać ręce,
Które mi się same
Wyrywają do niej.

A to ją złości,
A to ją drażni,
Ona sobie tego nie życzy!
Nie chce mych włości,
Nie chce mych danin,
Ona sobie tego nie życzy!
A kiedy mówię do niej: pozwól,
Poszukać pójdę wiatru w polu -
Ona sobie tego nie życzy!
Ona sobie tego nie życzy!

Już o nic nie zapytam
Nigdy więcej,
Tylko, co mam zrobić,
Kto mi powie,
Żeby powstrzymać serce,
Które mi się samo
Wprost wyrywa do niej.

A to ją złości,
A to ją drażni,
Ona sobie tego nie życzy!
Nie chce mych włości,
Nie chce mych danin,
Ona sobie tego nie życzy!
A kiedy mówię do niej: pozwól,
Poszukać pójdę wiatru w polu -
Ona sobie tego nie życzy!

dla N. :P

środa, 8 września 2010

Kabaret non-stop?


Czasami mam wrażenie, że wszystko co mnie otacza jest jakby żywcem wyrwane z kabaretowej rzeczywistości. I te rzeczy małe (jak choćby to co można znaleźć we wspólnotowej lodówce) i te większe (patrz: polityka i okolice) mają w sobie coś surrealistycznego, z pograniczna życia i sceny. Prawdę mówiąc zmierzam do konkretnego przypadku, to jest - kwestii krzyża. Tak, tego krzyża, w którego obronie powstało małe miasteczko, którego z kolei ochrona(?) pochłonęła (i nadal pochłania) grube pieniądze nasz - podatników. Szczerze mówiąc jest to dla mnie typowy przykład jakiejś wielkiej życia parodii. Nie chodzi o to, że brakuje słów, po prostu mając w pamięci skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju "Na reporterskim szlaku" trudno mi uwierzyć, że doczekał się on nieświadomej inscenizacji na arenie ogólnopolskiej...

niedziela, 5 września 2010

W końcu w moich łapkach

Po długim okresie polowania, zastanawiania się i podchodów w końcu wpadła w moje ręce... Szczegóły oraz efekty tego połączenia za jakiś czas, kiedy tylko lepiej się poznamy ;) a czasu ostatni szalenie mało, wystarczy policzyć - nocki od 20 do 6 rano, od około 18 muszę się zbierać, w domu jestem przed 7 + odsypianie do 14, zostają 4 godziny do kolejnego wyjścia. I tak w sumie 4 razy pod rząd. Niewiele przez te 4 godziny można załatwić, szybkie zakupy, obiad... and that's all. Później niby jest weekend, ale zwykle człowiek jest tak zmęczony że całą sobotę odpoczywa, w niedzielę zastanawia się co by tutaj zrobić, aż wieczorem zastaje go wizja poniedziałku. Zdecydowanie muszę poprawić planowanie swojego wolnego czasu :/
zwłaszcza mając nadzieję na długie wieczorne (lub poranne) spacery z moją nową "sympatią" ;)

Dzisiaj był "Poranek kojota" z młooodym Stuhrem, niby nic, a cieszy, zwłaszcza gdy widzi się coś co jest dobrze znane ;)
Poranek Kojota (wizyta u psychoanalityka od 4:42)