
Dzisiaj po dwóch naprawdę udanych dniach (udana przeprowadzka w naprawdę lepsze miejsce, oraz niespodziewane odzyskanie całego etatu) przyszła naprawdę złą i smutna wiadomość, w zasadzie to dwie, ale druga jest zbyt osobista bym o niej tutaj pisał, może kiedyś.
W każdym razie, zmarł dzisiaj Romuald Czystaw były wokalista Budki Suflera, który w ostatnich latach ponownie - gościnnie - brał udział w wielu koncertach z "Budką". Do niego należą niezapomniane "Nie wierz nigdy kobiecie" oraz "Za ostatni grosz", ktoś mógłby powiedzieć, że jestem o wiele za młody by pamiętać, by znać, ale tak naprawdę moja muzyczna młodość zaczyna się właśnie w tamtych czasach (a może nawet wcześniej). Żal wielki tak wspaniałego człowieka, artysty, zwłaszcza, że miał zaledwie 60 lat... smutno mi, zostawiam Cię drogi czytelniku/czytelniczko sam na sam z Romualdem:
Nie wierz nigdy kobiecie
Człowiek ten miał niepewny dość wzrok.
Prosił o żar, wpatrzony gdzieś w mrok.
Wciągnął dym, i nim skryła go noc, tak powiedział:
"Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam.
Nic gorszego na świecie nie przytrafia się nam.
Nie wierz nigdy kobiecie, nie ustępuj na krok,
bo przepadłeś z kretesem nim zrozumiesz swój błąd;
ledwo nim dobrze pojmiesz swój błąd, już po tobie..."
Dookoła miasto całe właśnie kładło się spać,
tyle z tego zrozumiałem, że coś z nim jest nie tak.
Ulice dwie był dalej mój blok.
Chciałem już spać, lecz opornie to szło,
było coś, co sprawiało że głos wciąż słyszałem:
"Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam.
Nic gorszego na świecie nie przytrafia się nam.
Nie wierz nigdy kobiecie, nie ustępuj na krok,
bo przepadłeś z kretesem nim zrozumiesz swój błąd;
ledwo nim dobrze pojmiesz swój błąd, już po tobie..."
Światła wtedy było mało, i pewności mi brak,
czy w dzienniku dziś widziałem jego, czy inną twarz...



