środa, 24 listopada 2010

Wszyscy jesteśmy wariatami


Rozwiązywaliście kiedyś kwestionariusz SCL-90? Aby wszystko było jasne - to nie seria pytań dotycząca nowego modelu mercedesa, tylko seria prostych pytań, które sprawdzają stan naszej psychiki. Bez obawy, większość ludzi ma "złe" wyniki w tym teście, wszyscy powinniśmy się leczyć (w tym miejscu wiwatują koncerny farmaceutyczne) :)
Jeśli masz chwilkę, zajrzyj tutaj, pod warunkiem, że nie boisz się odczytać wyniku.

Pomysł na obrazek na dzisiaj? Głos zza kadru: "Ty kretynie i wariacie!!!" Ta sama postać co ostatnio stoi w centrum kadru, zasmucona odpowiada: "chciałbym mieć na to papiery..." ;) Chyba muszę rozważyć kupno tableta...

poniedziałek, 22 listopada 2010

Dwie lewe ręce do ołówka


Gdybym umiał rysować tak jak Pani od rysunków (której blog serdecznie polecam: http://zycie-na-kreske.blogspot.com/) zapewne narysowałbym postać "w centrum" - chudego, wysokiego, krótko obciętego blondyna w kanciatych okularach z jeszcze bardziej kanciatą szczęką - krzyczącego coś w stylu "daj pani już spokój z tymi krechami, to był powód do złości 10 lat temu" do osoby stojącej poza kadrem, której jedynie wrzask widać na obrazku: "zniszczyłeś mnie mówiąc, że mam krechy na gaciach!"
Tak, myślę, że powinno to być wystarczająco groteskowe by opisać rzeczywistość. Szkoda więc, że przestałem rozwijać talent plastyczny gdzieś w podstawówce, podobno wcześniej szło mi nieźle (wcześniej to chyba każdemu szło nieźle). W zasadzie takich sytuacji, które aż proszą się o ironiczny (lub całkowicie poważny) obrazek miewam codziennie całą masę. A jeśli spojrzeć wstecz... istny komiks sado-maso ;)

czwartek, 18 listopada 2010

Do przerwy 1:1


Tak, byłem wczoraj na meczu, tak ledwo dzisiaj mówię, pomimo, że zupełnie tego nie planowałem. Ponad 40 tys. ludzi, "wuchta wiary" jak mawia znajoma rodowita Poznanianka, a jednak nie było żadnych problemów z wejściem i wyjściem ze stadionu - brawa dla architektów (inną sprawą jest dostanie się na stadion i powrót z niego do domu, tutaj pała dla MPK). Doping? Powiem tak - krzesełka na stadionie zamontowano tylko po to żeby usiąść w trakcie przerwy oraz w trakcie meksykańskiej fali, poza tymi momentami nie ma siedzenia na 4 literach, cały stadion stoi (co było sporym zaskoczeniem dla pewnej babki siedzącej obok mnie: "kiedy w końcu wszyscy usiądą żeby obejrzeć mecz?").
Kto nie był niech żałuje, dla takich chwil warto żyć, nie myślałem o tym wcześniej, ale trzeba będzie koniecznie zdobyć bilety na spotkania rozgrywane w Poznaniu podczas Euro 2012 :)

Z innych spraw, wczoraj miała miejsce premiera książki Wojciecha Manna "RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą", dzisiaj jadę na polowanie po ów "zwierza". Zapowiada się naprawdę dobra rzecz (dla fanów Carpentera - "Rzecz") ;)

sobota, 13 listopada 2010

Starość nie radość

SDM - Urodziny

Dzisiaj są moje urodziny,
Które obchodzę bez rodziny
Daleko, wysoko, wśród manowców,
W pokoiku na wieży hangaru dla szybowców.

Zupełnie tu nieźle jest mi,
Organki mi służą do gry.

Na twarzy obeschły już łzy,
Już warg nie zagryzam do krwi.

Niech żyje ziemia!
Niech żyje niebo!
I ty, co rodzisz się, żyj!

Niech żyje ziemia!
Niech żyje niebo!
I ty - pomiędzy tym - żyj!

Jutro raniutko jak ten szczygieł
Wstanę, umyję się, zagwiżdżę,
I zejdę w doliny zaludnione
Roboty poszukać i wdzięcznej narzeczonej.

Jak los będę pukać do drzwi,
Aż wreszcie otworzysz mi ty.

I powiesz: Miły mój, witaj mi!
Tęskniłam tysiąc nocy i dni!

Niech żyje ziemia!
Niech żyje niebo!
I ty, co tęsknisz, żyj!

Niech żyje ziemia!
Niech żyje niebo!
Będziemy razem żyć!

wtorek, 19 października 2010

Ojciec Chrzestny


Jak łatwo domyślić się z powyższego obrazka nie chodzi o książkę Puzo ani tym bardziej o film Coppoli. Po prostu jakiś czas temu zostałem ojcem chrzestnym. Dziwne to uczucie, z wielu względów nie czułem się na taką odpowiedzialność gotowy, ale w sumie - jak nie teraz to kiedy? Niektórzy z mojego rocznika już jakiś czas temu założyli rodziny, mają własne dzieci, pewnie i na mnie kiedyś przyjdzie pora, ale jedno wiem na pewno - bez pośpiechu. Bycie ojcem chrzestnym ma tę zaletę, że chociaż w jakimś - wiadomo, że niewielkim - stopniu, do roli tatuśka można się przygotować, choćby przez sam fakt obcowania z dzieckiem.
Z innej beczki - choć na temat - dla tych którzy są na bieżąco w Housie, zdecydowanie bliżej mi do Wilsona pod względem "rodzicielskiej" troski.
Pora spać, bo znów o 3:50 trzeba wstać, ech... a jak usłyszę w mp3 sdm i blues o 4 nad ranem to się chyba uśmieję...
acha, jeszcze zdjęcie głównego bohatera - Wojtusia

niedziela, 10 października 2010

Krokiem uwolnionym i wolnym


Przestałem szybko chodzić. Brzmi idiotycznie, ale obserwuję to u siebie już od jakiegoś czasu. Nie biegnę gdy tylko widzę "zielone", nie drażnią mnie już ludzie idący wolno i tarasujący cały chodnik. Teraz chodzę wolno, ze spokojem, swoim krokiem (chyba, że akurat gdzieś mi się spieszy, ale wcześniej byłem chodnikowym "Kubicą" bez znaczenia czy wychodziłem na spacer czy w jakiejś konkretnej sprawie), i dobrze mi z tym. Może to kwestia pracy i tego, że tam daję się "wyszumieć" moim nogom (czy tylko ja mam wrażenie, że to zdanie brzmi co najmniej dziwnie?).

Takich z pozoru drobnych zmian zauważyłem więcej, każdego niemal dnia odkrywam, że coś się zmieniło. Wszyscy jesteśmy płynącymi rzekami (ta, wiem, banał od pana C.), ale nie tylko na to jak szybko przepływa strumień mamy wpływ, ale nawet na koryto i jego kierunek. A nic nie ma większej siły od dwóch połączonych rzek płynących razem, dzielących się wodą i siłą. Kiedyś byłem małym strumieniem, który dał się wciągnąć w rzekę o ogromnej sile. W pewnym sensie zostałem wyrzucony na brzeg, osłabiony, ale jednak płynę. Oczywiście, że tego co straciłem nie da się już odzyskać, ważniejsze jest jednak to co przede mną, to co mogę zyskać, ważniejszy jest ten strumień z którym kiedyś się połączę, by płynąć razem spokojnie i pewnie (choć wiadomo, że czasami prąd będzie silniejszy, zwariowany, szaleńczy, ale to też jest ważne i ma swój urok).

Pozostaję w klimacie Moulin Rouge od kilku dni, tak więc moja propozycja na dzisiaj to ten fragment:
El Tango De Roxanne

środa, 6 października 2010

Czesław śpiewa pop


Przesłuchuję tę płytę chyba od tygodnia, za każdym razem odnajduję coś nowego, coś dla siebie. Jest gorsza od Debiutu, co do tego nie mam wątpliwości, ale ma w sobie to "coś" co przyciąga. Nie chodzi tylko o to kto maczał w tej płycie palce (Nosowska, Gaba Kulka... Nergal), czy o teksty (mieszanka błyskotliwości i infantylnego celowego banału), ale o brzmienie, a brzmi to wszystko naprawdę fantastycznie. Wystarczy zresztą posłuchać:
Czesław Śpiewa - O tych w Krakowie