wtorek, 6 grudnia 2016

lizanie po łokciu

czasami zaglądam w stare zeszyty
sprawdzam czy ciągle nikogo w nich nie ma
było tyle możliwości 
wszystkie w jednym długopisie

teraz już nawet ołówek nie ma siły
temperować ostatnich stron

to wszystko tak bardzo nie miało sensu
że mogłoby nigdy nie istnieć
zwłaszcza zajęcia pozalekcyjne
i te przed też


sobota, 12 listopada 2016

of death

wbijam kolejny level
nie cierpię tej postaci
ciągle nie mogę zdecydować mag rycerz snajper czy 
medyk - znów będę oszukiwał
save & load

mam buty na każdą porę dnia
(te same oczywiście)
kopię nimi po ekranie
czekam na blue screen 
przez te wszystkie lata nawet on się zmienił

wtorek, 1 listopada 2016

święto

jak pięknie 
dziś wieczorem
muszą wyglądać 
cmentarze
z lotu drona

poniedziałek, 31 października 2016

parking(n)owy


siedzimy od spodu ogarniamy zielone dywany
urwane frędzle – węże z kurzu
wchłaniają się w chodnik (nie wiem czy to jest polbruk czy pozbruk)
jak światło przez miejsca po liściach

wpatrujesz się w grupkę gołębi
w ich anielskie skrzydła po zbyt białym pieczywie z dyskontu
jak dobrze wycisza się w parku
zenit i myśli (to kostka DOMINO bez fazy szara)

wiemy – nic już z tego nie będzie
chowam oczy w nadirze koło buta przechodzi grzywacz
nie wymawia r choć zna zapis
kicham od tego słońca muszę już lecieć (kupić bułki)

2007-2016

Te daty to nie pomyłka, pierwsza wersja tego tekstu powstała w 2007 roku, powoli i niesystematycznie jednak się zmieniała. Były momenty, że całość lądowała do kosza, były momenty, że wątpiłem czy z "podstawy" w ogóle jest sens cokolwiek zostawiać. Faktycznie, oryginał nadaje się tylko do kosza, ale przecież pomysł zawsze można reanimować (o ile ktoś ma wystarczająco mocny defibrylator). W powyższym tekście na pewno będę jeszcze grzebał, bo tak już mam, bo idealny to nie jest nawet księżyc podczas pełni.

niedziela, 9 października 2016

chorob.liwość

do wszystkiego można się przyzwyczaić
lodówka z zamrażarką na dole, próbujemy
wzorem eskimosów - schylam się by dłubać w lodzie
łowić koperek w opakowaniu po margarynie

zawiewa z uchylonych drzwi, strach pomyśleć
co za nimi siedzi, co tak dmucha, kto tak usta przybiera
w dzióbek do świeczek. rozkładam się
masz w domu termometr? - za oknem

tak się zaczyna przewianie, przewijaniem nosa
wyrzucaniem zaległości układu kuchennego i tabletek
ze wstecznym terminem, nieważne, byle w gardło
byle rozgrzać to iglo, w którym powietrze uchodzi górą

a właściciel dołem, podkopem wręcz i obunóż
jak wszystko czego za dużo, przyzwyczajam się 
do liczby mnogiej, nagiej i zdecydowanie już nie pierwszej
świeżości. wietrzę - ulatniają się ze mnie śniegi



środa, 5 października 2016

alko.hole

gotowa do zacerowania 
(kto dzisiaj zszywa podarte skarpety?)
a przecież nawet nie wiem jak powstała
cały czas miałem na nogach buty

od tego masz takie podrażnione stopy!
wyglądają na spokojne od długiego stania i biegania
trzeba upaść lub co najmniej usiąść
ukąsić igłę i dobrze się zaszyć

omijaj studzienki, pamiętaj, omijaj studzienki!
przecież nie wpadnę nie mam takiej dziury w głowie
jest pełno chwycę się rękoma w ostatniej chwili
na pewno tak się zasiewa wizje

samospełniająca się karta zbliżeniowa
to już nawet dotyk trzeba wyeliminować
nie będę wciskał po kimś cyfr wyciskał cytryny
nie będę ciągle pił z jednego kieliszka 



A tak w ogóle to Regina wróciła z nowym albumem!




And you retired just in time
You were about to be fired
For being so tired from hiring the ones
Who will take your place

sobota, 24 września 2016

brzydkie stare kobiety

Dzisiaj coś nowego (dla kogoś kto od dziesięciu lat pije kawę w jednym kubku "nowe" brzmi przerażająco), oto wiersz Łukasza Bernadego - poety, prozaika, bajkopisarza, (re)animatora kultury i baśnioopowiadacza z Szamotuł (wiem, powinienem dodać jeszcze kilkanaście określeń ale wtedy zostanę posądzony o "wyliczankowy charakter tekstu"). Łukasz pisze od lat, jest autorem między innymi zbioru podań, opowieści, baśni i legend powiatu szamotulskiego pt.: "Królewna na dnie studni", jak również współautorem antologii poetyckiej portalu pisarskiego "Niebieskie krzesło", niedługo zaś pojawi się w księgarniach książka: "Słoneczko opowiada - historyjki na dzień dobry", gdzie wśród autorów historyjek dla najmłodszych również znajdziemy Łukasza. 
Z góry przepraszam bo zapewne pominąłem jakieś 999 książek i projektów w jakich nasz dzisiejszy bohater brał udział. Generalny przekaz jest - mam nadzieję - jasny, Łukasz to prawdziwy człowiek orkiestra (i mam na myśli te najlepsze z najlepszych orkiestr), wiele mu zawdzięczam i nawet nie będę udawał, że jestem tutaj jakoś obiektywny.

Dobra, laurka napisana, to teraz pora na wiersz, część twórczości Łukasza "wisi" wciąż na portalu pisarskim, więc chętnym podrzucam linka do zapominowego (taki nick) profilu.

Brzydkie stare kobiety

brzydkie stare kobiety
oferują przechodniom tulipany
z etykietą zastępczą uśmiechu
kulą się przy murze

tulipany za dwa pięćdziesiąt
dla chłopców i ich wybranek
które tańczą
w kolorowych sukienkach

potem wstają czekają chwilę
aż ścierpnięte nogi przestaną boleć
wylewają wodę z wiaderek
i powoli wracają do ciemnych mieszkań

A w ramach bonusu wersja audio powyższego (zdjęcie zupełnie od czapy gdyby ktoś pytał):