sobota, 18 grudnia 2010

"Bo dalej poszła beze mnie"

Tak mogłaby pewnie powiedzieć ta róża, którą to dzisiejszego ranka znalazłem wetkniętą w śnieg przy zejściu na tramwaj na przystanku Kurpińskiego. Jakże fascynujące historie rodzą się w głowie podczas rozmyślań nad pytaniem "co ona tam robi?" Czy zostawiła ją kobieta w złości? Rozstająca się z kimś? Może nie przyjęła przeprosin, a może właśnie została obrażona? Osobiście chciałbym żeby ta róża w tym śniegu była po prostu aktem romantyzmu, to znaczy - kobieta wracając z niezwykle udanego spotkania na którym dostała ów kwiat, wtyka go w śnieg bo to po prostu fenomenalnie wygląda i przy okazji sprawia, że każda przechodząca osoba zadaje sobie to samo pytanie...

To może, pomimo, że dobry mam humor, jedna z najsmutniejszych piosenek w historii:
Pernice brothers - Chicken Wire

sobota, 11 grudnia 2010

Święta za pasem...

Więc powoli pora zastanowić się nad prezentami, a w zasadzie to ostatni dzwonek żeby się nad nimi zastanowić i szczerze mówiąc, jak co roku... ciemność widzę... ;)

Scenka (prawie)komiksowa mojego autorstwa powstała dzięki stronce: http://stripgenerator.com/strip/create i coś czuję, że jeszcze nie raz się tam pobawię.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Przeczytane wczoraj...

"Zapamiętaj raz na zawsze kobiety to dziwki i zdradzieckie suki." Zanim zaczniecie drogie panie wieszać psy na mnie i autorze tych słów to wiedzcie, że słowa te padły z ust... kobiety. Co więcej - nie podzielam tego zdania. Fakt, że nie raz... dobra... raz... się przejechałem na kobietach... kobiecie... ale aż do tak ekstremalnych wniosków nie potrafiłbym dojść, choćbym przejechał się z tysiąc razy.
Nie mam ochoty ani czasu zagłębiać się w dociekanie skąd takie stwierdzenie w ustach kobiety, zwłaszcza, że sama autorka tych słów nie chciała tego wytłumaczyć... ale to smutne, że można tak źle myśleć de facto o sobie samej.

Wybór piosenki na dzisiaj nie może być w takim przypadku zaskoczeniem
Alanis Morissette - I'm a Bitch

I hate the world today
You're so good to me I know but I can't change
I tried to tell you but you look at me like maybe
I'm an angel underneath; innocent and sweet
Yesterday I cried; Must've been relief to see the softer side
I can understand how you'd be so confused
I don't envy you; I'm a little bit of everything
All rolled into one
I'm a bitch I'm a lover
I'm a child I'm a mother
I'm a sinner I'm a saint
I do not feel ashamed
I'm your hell I'm your dream
I'm nothing in between
You know you wouldn't want it any other way

So take me as I am
This may mean you'll have to be a stronger man
Rest assured that when I start to make you nervous
And I'm going to extremes; Tomorrow I will change
And today won't mean a thing

I'm a bitch I'm a lover
I'm a child I'm a mother
I'm a sinner I'm a saint
I do not feel ashamed
I'm your hell I'm your dream
I'm nothing in between
You know you wouldn't want it any other way

Just when you think, you got me figured out
The season's already changin'
I think it's cool; you do what you do
And don't try to save me

I'm a bitch I'm a lover
I'm a child I'm a mother
I'm a sinner I'm a saint
I do not feel ashamed
I'm your hell I'm your dream
I'm nothing in between
You know you wouldn't want it any other way


I'm a bitch, I'm a tease
I'm a goddess on my knees
When your hurt; when you suffer
I'm your angel undercover
I've been numb; I'm revived
Can't say I'm not alive
You know I wouldn't want it any other way

sobota, 4 grudnia 2010

Children of The Revolution

Może i jestem za stary na bycie "dzieckiem rewolucji", tak samo jak za wiele mam już wiosen by uskuteczniać "młodzieńczy bunt", ale gdzieś tam w środku coś chce się zagotować. Pewnie znów wyjdzie z tego co najwyżej kawa zbożowa.
Póki co w ramach tego "buntu" okazało się, że... jestem uzależniony od krówek, nie jadłem ich od lat, a teraz nie mogę przestać, dziwne zjawisko. Plus zaobserwowałem, że od bardzo dawna nie doświadczyłem deja vu, a to chyba dobrze, znaczy - coś naprawdę nowego dzieje się w moim życiu, tylko kurczak sam jeszcze nie wiem co.
Wróciłem nieco do pisania, póki co imperatywu starcza na pojedyncze wersy, czasem strofy, które dopełniam rzemieślniczymi "dopchajdziurami", ale to już sporo, przynajmniej dla mnie, bo pisanie zawsze było moim wentylem bezpieczeństwa. A ostatnio bez niego wybuchałem w środku nazbyt często.
Więc idzie ku lepszemu, zwłaszcza, że piękna zima już nadeszła :)

T-Rex - Children of the Revolution

Yeah
Well you can bump and grind
It is good for your mind
Well you can twist and shout let it all hang out
But you won't fool the children of the revolution
No you won't fool the children of the revolution, no no no

Well you can tear a plane in the falling rain
I drive a rolls royce 'cos it's good for my voice
But you won't fool the children of the revolution
No you won't fool the children of the revolution, no no no - yeah!

But you won't fool the children of the revolution
No you won't fool the children of the revolution
No you won't fool the children of the revolution
No you won't fool the children of the revolution
No way, yeah, wow!

środa, 24 listopada 2010

Wszyscy jesteśmy wariatami


Rozwiązywaliście kiedyś kwestionariusz SCL-90? Aby wszystko było jasne - to nie seria pytań dotycząca nowego modelu mercedesa, tylko seria prostych pytań, które sprawdzają stan naszej psychiki. Bez obawy, większość ludzi ma "złe" wyniki w tym teście, wszyscy powinniśmy się leczyć (w tym miejscu wiwatują koncerny farmaceutyczne) :)
Jeśli masz chwilkę, zajrzyj tutaj, pod warunkiem, że nie boisz się odczytać wyniku.

Pomysł na obrazek na dzisiaj? Głos zza kadru: "Ty kretynie i wariacie!!!" Ta sama postać co ostatnio stoi w centrum kadru, zasmucona odpowiada: "chciałbym mieć na to papiery..." ;) Chyba muszę rozważyć kupno tableta...

poniedziałek, 22 listopada 2010

Dwie lewe ręce do ołówka


Gdybym umiał rysować tak jak Pani od rysunków (której blog serdecznie polecam: http://zycie-na-kreske.blogspot.com/) zapewne narysowałbym postać "w centrum" - chudego, wysokiego, krótko obciętego blondyna w kanciatych okularach z jeszcze bardziej kanciatą szczęką - krzyczącego coś w stylu "daj pani już spokój z tymi krechami, to był powód do złości 10 lat temu" do osoby stojącej poza kadrem, której jedynie wrzask widać na obrazku: "zniszczyłeś mnie mówiąc, że mam krechy na gaciach!"
Tak, myślę, że powinno to być wystarczająco groteskowe by opisać rzeczywistość. Szkoda więc, że przestałem rozwijać talent plastyczny gdzieś w podstawówce, podobno wcześniej szło mi nieźle (wcześniej to chyba każdemu szło nieźle). W zasadzie takich sytuacji, które aż proszą się o ironiczny (lub całkowicie poważny) obrazek miewam codziennie całą masę. A jeśli spojrzeć wstecz... istny komiks sado-maso ;)

czwartek, 18 listopada 2010

Do przerwy 1:1


Tak, byłem wczoraj na meczu, tak ledwo dzisiaj mówię, pomimo, że zupełnie tego nie planowałem. Ponad 40 tys. ludzi, "wuchta wiary" jak mawia znajoma rodowita Poznanianka, a jednak nie było żadnych problemów z wejściem i wyjściem ze stadionu - brawa dla architektów (inną sprawą jest dostanie się na stadion i powrót z niego do domu, tutaj pała dla MPK). Doping? Powiem tak - krzesełka na stadionie zamontowano tylko po to żeby usiąść w trakcie przerwy oraz w trakcie meksykańskiej fali, poza tymi momentami nie ma siedzenia na 4 literach, cały stadion stoi (co było sporym zaskoczeniem dla pewnej babki siedzącej obok mnie: "kiedy w końcu wszyscy usiądą żeby obejrzeć mecz?").
Kto nie był niech żałuje, dla takich chwil warto żyć, nie myślałem o tym wcześniej, ale trzeba będzie koniecznie zdobyć bilety na spotkania rozgrywane w Poznaniu podczas Euro 2012 :)

Z innych spraw, wczoraj miała miejsce premiera książki Wojciecha Manna "RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą", dzisiaj jadę na polowanie po ów "zwierza". Zapowiada się naprawdę dobra rzecz (dla fanów Carpentera - "Rzecz") ;)