piątek, 2 lipca 2010

studium bólu

Do niedawna największym bólem jaki spotkał mnie w życiu był ból psychiczny, jakkolwiek idiotycznie to brzmi. Nie wiem jakim cudem tyle lat uchowałem się bez żadnego złamania, czy nawet poważniejszego urazu, chyba faktycznie pod tym względem jestem dzieckiem szczęścia. Wczoraj to się potwierdziło, a dokładniej - potwierdziło się po tym jak kontener z kasetami przejechał mi po stopie (pusty kontener waży 180 - 200 kg, wagi pełnego nie znam) i nic. Może "nic" to tutaj za duże słowo, owszem ból, pieczenie, megawkurwienie głównie na siebie, wysłuchanie stu historii o tym jak to ktoś inny podobnie złamał sobie kość itp., ale nic poza tym. To znaczy - nic mi się nie stało, być może byłem tym nawet mniej zaskoczony od innych, ale fakt pozostanie faktem - twarde mam te durne kości, picie mleka działa ;)

Teraz też wiem co naprawdę znaczy piątek i dlaczego jest najlepszym dniem tygodnia (zaraz po sobocie), chyba, że jeszcze dzisiaj coś mnie przygniecie lub spadnie na głowę (dosłownie lub w przenośni). Tak czy inaczej - już jest dobrze, a przyszłość zapowiada się interesująco... pod każdym względem :]

To na dzisiaj:
Boomkat - The Wreckoning

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz