środa, 8 września 2010

Kabaret non-stop?


Czasami mam wrażenie, że wszystko co mnie otacza jest jakby żywcem wyrwane z kabaretowej rzeczywistości. I te rzeczy małe (jak choćby to co można znaleźć we wspólnotowej lodówce) i te większe (patrz: polityka i okolice) mają w sobie coś surrealistycznego, z pograniczna życia i sceny. Prawdę mówiąc zmierzam do konkretnego przypadku, to jest - kwestii krzyża. Tak, tego krzyża, w którego obronie powstało małe miasteczko, którego z kolei ochrona(?) pochłonęła (i nadal pochłania) grube pieniądze nasz - podatników. Szczerze mówiąc jest to dla mnie typowy przykład jakiejś wielkiej życia parodii. Nie chodzi o to, że brakuje słów, po prostu mając w pamięci skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju "Na reporterskim szlaku" trudno mi uwierzyć, że doczekał się on nieświadomej inscenizacji na arenie ogólnopolskiej...

3 komentarze:

  1. Nie widziałam tego kabaretu, ale...cała krzyżowa akcja jest dla mnie nie tyle parodią, co żenadą...
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam pewien pomysł na biznes. Ktoś (może ty?) otwiera kebab (albo coś na takiego), ja przed nim stawiam krzyż (albo inny półksiężyc). Twoje obroty potrajają się. Zyskami dzielimy się 50/50. Oczywiście ja pilnuję krzyża, zatrudniam babcie i płacę żeby się przywiązywały et cetera...
    Deal?

    OdpowiedzUsuń
  3. ciekawa propozycja :] w sumie aż dziwne, że jeszcze nie doczekała się realizacji...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń