Ten blog miał się zakończyć kilka miesięcy temu, ale życie jak zawsze miało własne plany. Skończę więc dzisiaj, teraz, tym nieco oszukanym trzysetnym wpisem.
Nie mam już siły na ujęcie tego w wierszopodobnych tworach, więc po prostu - trzy lata temu 05.01.2018r. zmarła bardzo ważna dla mnie osoba, przyjaciółka, kobieta tak dobra, że do dziś dziękuję za jej rady i słowa. Chcę żeby koniec tego bloga był też końcem żałoby, albo przynajmniej początkiem końca. Prawda jest taka, że nigdy się z tego całkiem nie pozbieram, ale przecież wszystko się dalej obraca, trzeba próbować nadążyć.
Trochę ta banalna przeklęta śmierć uwzięła się na mnie ostatnio, nie powiedziała ostatniego słowa, czeka za rogiem i odlicza. Tak, będzie następna żałoba, będą łzy, ale będzie też wiedza - co robić dalej. Jakoś to będzie, jakoś to przetrwam, jakoś uda się jeszcze kiedyś uśmiechnąć.
Dziwna jest świadomość, że piszę sam do siebie, czy raczej - sam dla siebie. Nikt tu raczej nie zagląda - i dobrze, jest masa mądrzejszych i ciekawszych lektur na świecie. Też chyba pójdę tym tropem. Tęsknię za morzem, za górami, za Beatą, za poczuciem, że to wszystko ma sens.
Mógłbym zacząć dziękować osobom dzięki którym jakoś trzymam się na powierzchni, ale to nie wręczenie Oskarów. Po prostu dziękuję, że to czytasz, a skoro czytasz to - już całkiem na koniec - pamiętaj o sobie, rób dla siebie coś dobrego, codziennie, oby nigdy nie przyszedł taki czas, że będzie to dla Ciebie takim wysiłkiem jak dla mnie.
Do zobaczenia w innym miejscu i czasie.








