Czy istnieje coś co pomimo wielokrotnego powtarzania w pewnym sensie nie banalizuje się? Powtarzalność niemal pozostaje niezauważona, a emocje (lub ich brak) pozostają identyczne? I w końcu, czy istnieje bardziej subtelny sposób na humorystyczne kontynuowanie "tradycji" od "Krzyku Wilhelma"? Może, ale nic nie przychodzi mi teraz do głowy.A co to ma wspólnego z Housem? Powtarzalność, która łączy wszystko, a która sama nie wyciąga wniosków. Fakty są bezlitosne, ludzie muszą kopulować. Niestety(?) natura wyposażyła nas w coś co w sposób zupełnie ignorancki określę mianem "miłosnej ręki" (onanistów proszę o spokój - nie o to chodzi). Otóż, ta "miłosna ręka" domaga się dotyku, ale nie pozwala nam wybierać kogo będziemy dotykać (oczywiście z tego wywodu wyłączone są osoby korzystające z usług leśnych wróżek, oni tę rękę dawno sobie odcięli). To denerwuje, jest frustrujące, czasami nawet powoduje zgon (w zasadzie wszyscy ludzie powinni mieć dołączoną do opakowania ulotkę: "przed użyciem zapoznaj się z dołączoną ulotką lub skonsultuj z lekarzem lub farmaceutą. Nadmierne użycie zagraża zdrowiu"), ale nie mamy wyjścia, szukamy. Szukamy innej "miłosnej ręki", która podana i ściśnięta nie będzie chciała nigdy puścić. Broń boże nie może to być mocny uścisk, musi być pewny ale delikatny jak zrywanie róż, tulipanów, goździków, stokrotek (dlatego nie wolno go mylić z "wyrywaniem").
Siedząc na stołku "mężczyźni" widzę i wiem kogo potrzebuję, niestety jedyne co przebija się we mnie z charakteru Housa to zgorzkniałość i bezczelność, a nieumiejętność do trzymania języka za zębami (lub palców na uwięzi) rzadko przynosi dobre rezultaty. Czy nie jest tak, że tylko ten, który milczy na temat swoich pragnień, w końcu doczeka ich spełniania? Milczenie zostaje nagradzane? Wszystko wskazuje, że tak właśnie jest, przy okazji skreśla mnie to z listy osób, które będą kochane.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz